Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie

Odpowiedz w temacie: 80? 130? czy 200-etką chcecie uczcić "powstańczą" sobotę? - 1 sierpnia 2015

Nazwa
Tytuł
Boardcode
B) ;) :) :P :laugh: :ohmy: :sick: :angry: :blink: :( :unsure: :kiss: :woohoo: :lol: :silly: :pinch: :side: :whistle: :evil: :S :blush: :cheer: :huh: :dry: :ok: :serce: :unlike: xD
Wiadomość
Powiększ /  Pomniejsz
Załączniki

Kod antyspamowy: Wpisz słownie liczbę 12 *

Historia tematu:: 80? 130? czy 200-etką chcecie uczcić "powstańczą" sobotę? - 1 sierpnia 2015

Maks. pokazywanych 15 ostatnich postów - (zaczynając od ostatniego)
2015/08/03 16:16 #25098

ŁOBUZIA

ŁOBUZIA Avatar

Hejka. Ja rownież dziękuję za milo spędzony dzień na wspólnym rowerowaniu. Wycieczka udana dzięki dobrej pogodzie i drodze jak na mój gust prawie bajka... :ok: Co do mojej życiówki to nie myślałam że dam radę tyle pocisnąć(212km) ale udało się pomimo tego że ok. 21ej moje kolana mowiły że mają już dość . DZIĘKI BARTEK za oświetlenie drogi po zmroku bo mogłabym zabłądzić i albo się bląkać , albo paść gdzieś w lesie lub polu.Na 300 się nie piszę bo napewno nie dam rady , a poza tym lubię tak jak Danka polączyć rowerowanie ze slodkim lenistwem gdzieś nad wodą , czego mi trochę brakowało w tej wycieczce... Ale ogólnie bylo fajnie... Gratulacje Estera dla Ciebie również :silly: :lol: No i do miłego rowerowania być może za jakiś czas ...pozdrowerki :laugh:
2015/08/03 11:18 #25089

Adam K.

Adam K. Avatar

Mówisz ... masz ...
Załączniki:
2015/08/03 10:03 #25085

Bartek

Bartek Avatar

W końcu znalazłem troszkę czasu żeby podziękować kierownikowi za pomysł i wykonanie sobotniej eskapady :) Wycieczka naprawdę niezła - trasa trafiła w moje gusta idealnie - bory,bory moje ukochane mógłbym z nich nie wyjeżdzać gdyby wszystkie leśne piaski zamieniono tam na szutry :) Piaseczku nie było w sobotę dane nam smakować zbyt wiele - ale ten który był skutecznie zrosił czoła naszym dziewczętom :) Szczególnie ,że było słychać gwizd ostatniego odjeżdzającego parowozu - a w przypadku spóźnienia musiałyby kręcić do Grudziądza :)
Sporo nowych szlaków w okolicach Koronowa ,sporo też odświeżyłem sobie wspomnień z początków mojego harpaganienia. To w tych okolicach pojechałem swoją pierwszą 2setke i mam sentyment do tych miejscówek. Zresztą Bory są tam szczególnie urokliwe latem i zawsze z przyjemnością wracam w tamtejszą sosnową dżunglę :)
Adamie - gratuluję twojej pierwszej poważniejszej wywrotki :) Na szczęścię pozbierałeś się w błyskawicznym tempie w myśl dewizy "twardym trza być nie miętkim" i spokojnie pojechałeś swoje 209km :) Mam nadzieję ,że ta drobna kontuzja nie odebrała ci wiele z uroków trasy :)
Gratulacje dla Łobuzi i Estery - dzielnie pokonały swoje dystanse i dołączyły do grona "Klubu Dwustu" :) Czekamy na was w "Klubie Trzystu" :P

Na końcowych kilometrach w okolicach Kosowa mieliśmy okazję podziwiać miejscowy folklor czyli gospodarza goniącego swoją żonę z paskiem wyciągniętym ze spodni :) Niewiasta zrobiła się posłuszna jak baranek więc zaraz po powrocie do domu zastosowałem tą samą metodę do swojej niewiasty i panowie muszę wam powiedzieć - TO DZIAŁA!!!! :woohoo: :woohoo:

Dziękuje całej reszcie za towarzystwo - zawsze będę twierdził ,że połowa rowerowej pasji i przyjemności z jeżdzenia wynika z obcowania z podobnymi wariatami :) Następna wycieczka dla mnie dopiero za dwa tygodnie :/

p.s

Adamie wrzuć te kilka wspólnych fotek do wątku - myślę ,że na galerię za mało ale kilka grupowych strzelałeś :)
2015/08/02 22:49 #25078

sldtwa

sldtwa Avatar

Danka napisał:
teraz to możemy założyć kobiecą ligę harpaganek :)

No, no! Żebyście tylko w tym feministycznym zapale nie wpadły czasem na pomysł babskich wypraw rowerowych...

Broń Was Bóg! Klapa murowana.
Trzymajcie się już raczej naszych wypraw koedukacyjnych :laugh: :woohoo: :laugh:
2015/08/02 22:34 #25076

Estera

Estera Avatar

Wszystko się może zdarzyć...nawet dwusetka:)

Trochę cudem udało się przekonać mojego syna do nocowania u dziadków ale jak już się zgodził to tak przebierałam nóżkami z radości na uczestnictwo w wyprawie :lol: , że nie bardzo mogłam spać i w zasadzie mogłabym wyruszać z Mariny o 5.30 :woohoo: co zresztą bardzo szybko spoglądając w endo wychwycił Mały :P

Całkiem prędziutko minęła mi droga do Tlenia gdyż Tomek Gaduła Prymasek opowiedział mi kilka mrożących krew w żyłach historii :woohoo: ( co przekładało się na szybsze tempo mojej jazdy), jednak żeby podwyższony poziom adrenaliny nie opuszczał mnie zbyt szybko Adam witając się z ziemią Tleńską postanowił sprawdzić jak wyglądałby w makijażu ;) - jak się okazało równie dobrze :ok: - a wszystko to wynikające z opiekuńczej postawy.
W Tleniu całkiem niezła kawka i w drogę. Przejazd do Tucholi zapewniony przez kierownika - bajka - chociaż dosyć szybko mijająca ze względu na jak dla mnie "żwawe" tempo. :silly:
Na szczęście muzyka i zakupy w Tucholi uratowały mi życie ( uzupełniłam płyny i zapasy na dalszą drogę). Obserwując jednak Łobuzię, która była zupełnie niewzruszona przejechanymi kilomatrami :ohmy: (śmiało można było pomyśleć, że chwilę temu wyruszyła w trasę) postanowiłam się nieco ogarnąć i spiąć

W Świcie długo oczekiwane błogie lenistwo - jakież to było cudowne. Kolejne kilometry dosyć szybko umykały a perspektywa obiadu w Koronowie zachęcała do szybszego pedałowiania (że nie wspomnę o nadanych przez Dankę i Pietera pieszczotliwych pseudonimach poniekąd związanych z obiadem - ba Pieter to nawet zupę sobie z K zamówił ;) ) Podobno S załatwia sprawę albo przynajmniej łagodzi K - pomówienia :P
Jedno wiem po tym obiedzie - żeby mieć usta jak Angelina Jolie zupełnie nie potrzeba mi kwasu hialuronowego - wiatr( a babcia powtarzała nie oblizuj ust na wietrze) + zupa węgierska daje porównywalne efekty :blink: .
Ostatnie "17 km" drogi do pociągu ło matko - a Łobuzia dalej niewzruszona :huh: - szaleństwo. Pożegnanie z harpaganami i godzinka bardzo przyjemnej jazdy pociągiem, połączona z rozmowami na tematy różne z Danką i Pieterem.
Niestety w Grudziądzu kolejnych pożegnań czas :( i już ostatni odcinek w pojedynkę - no może nie zupełnie bo na ostatnich kilometrach towarzyszył mi przepiękny księżyc i tak moja pierwsza dwusetka stała się faktem ( to się dzisiaj trochę rozpisałam)

Kierowniku - mistrzu organizacji - dziękuję

Łobuzia - królowo harpagenek- gratulacje

Wszystkim pozostałym dziękuję za jak zwykle wspaniałe towarzystwo i do zobaczenia na kolejnej "spacerowej" wyprawie.
2015/08/02 16:23 #25071

Adam K.

Adam K. Avatar

Też podzielę się wrażeniami.
Wspaniała, zróżnicowana trasa (zgodna z opisem Kierownika czyli piękne asfalty, dziurawe asfalty, piękne szutry, "dziurawe" szutry, wspaniałe leśne dukty, kawałki z prawdziwego bruku i odrobina odcinków piaszczystych) praktycznie cały czas "z górki" w doborowym towarzystwie. Pogoda jak na zamówienie. Tempo pozwalające na prowadzenie konwersacji w czasie jazdy. Jestem tylko trochę rozczarowany, że z planowanych 210 km ujechaliśmy raptem około 209 km i przyjechaliśmy tylko z 45 min przepałem. Na każdej wycieczce słyszałem, że do zaplanowanych odległości i czasów należy doliczyć 20% i do wczoraj się to sprawdzało .... Kolejna wycieczka mam nadzieję ostatecznie zweryfikuje tą tezę.
Co do gorącego powitania z Ziemią Tleńską (dzisiaj wiele bym dał żeby to była ziemia z nie chodnik :D) to potwierdziło się kilka tez :
po pierwsze "z grawitacją nie wygrasz"
po drugie "rowerzyści dzielą się na tych którzy jeżdżą w kasku i na tych co w kasku jeździć będą"
po trzecie "śliwka wychodzi na drugi dzień :D"
po czwarte "jazda jest bezpieczniejsza gdy patrzysz przed siebie :D"

Dziękuję wszystkim za opiekę powypadkową oraz słowa wsparcia i otuchy i do zobaczenia na kolejnej wycieczce.
2015/08/02 15:59 #25069

Danka

Danka Avatar

Ja również dziękuje za wczorajszy wypad, marzą mi się jednak nieco krótsze dystanse, nie chodzi mi o moje możliwości tylko o czas i formułę, jedziemy i jedziemy a mi się chce nieco więcej leniuchowania, choć krótkie leżenie nad jeziorkiem bo w końcu mamy lato ;)
Oficjalnie wnioskuje o zaprzestanie "lajtowych" 2-setek i rozpoczęcie "lajtowych" 100 kilometrówek :)

Wczorajszy wyjazd zaliczam do bardzo udanych, jednak nieco wytrącił mnie z równowagi ten nagły zwrot akcji, gdy już miałam za "chwilę" jechać pociągiem. Szczególne podziękowania należą się lefowi, którzy dzielnie mi towarzyszył przed przeprawą przez Wisłę gdy miałam mały kryzys - dla mnie to prawdziwy zaszczyt oraz Bartkowi, który nadzorował moją ostatnimi resztkami sił jazdę w odmętach okolic Maksymilianowa, swoją drogą ma chłopak specyficzne poczucie humoru by tak kłamać o ilości pozostałych do stacji kilometrów ;)

Gratuluję koleżankom życiówek, teraz to możemy założyć kobiecą ligę harpaganek :)
2015/08/02 14:35 #25058

sldtwa

sldtwa Avatar

Czas na parę słów od kierownika tej spacerowej przejażdżki.
Wreszcie było dokładnie tak, jak zapowiadałem.
Pogoda bliska ideału. Dyscyplina czasowa wzorowa. Dystans zgodny z zaplanowanym. Powrót w godzinach przewidywanych (no, z maleńkim ogonkiem :) ). No i piękne okoliczności przyrody na całej trasie.

Z Mariny ruszyła ekipa w składzie:

Estera :) (która już od 4:25 goniła z Nowego na spotkanie)
Łobuzia :)
Danka :)
Pieter :)
Bartek :)
Wojtino :)
Adam K. :)
Tomek rowerek Prymas :)
Mały
:) (który mimo obowiązków w innej części Borów, postanowił nas odprowadzić)
i oczywiście sldtwa :)

Pogoda piękna, tempo raźne, szybko znaleźliśmy się w Czersku, na Grzybku i w Osiu. Tu urwał się odprowadzający nas Mały, a my rześko popedałowaliśmy do Tlenia na obiecane śniadanie.
Najbardziej cieszył się na nie Adam i z radości przywitał się z Ziemią Tleńską bijąc głową w asfalt, przez co wyskoczyła mu ogromna śliwa w okolicach łuku brwiowego :woohoo: . Okładał ją potem zmrożoną butelką piwa, a wreszcie zakupionym w sklepie workiem lodu.
Ponieważ jednak zachowywał się dosyć rozsądnie i mówił do rzeczy uznaliśmy, że można jechać dalej.
Szybki przejazd do Tucholi po pustej drodze, bo na nas przyjazd drogowcy zamknęli niemal całą drogę między Trzebocinami a Tucholą i na gwałt układali przed nami świeży asfalt. To się nazywa organizacja! :laugh: .
Po drodze rozstaliśmy się z Tomkiem rowerkiem Prymasem, którego zarzyło nieco energiczne tempo i który obrał kurs na Cekcyn i kolej żelazną.
W Tucholi krótko, małe zakupy i dalej wzdłuż Brdy do stanicy w Świcie. Tam dłuższy popas. Tam też dogonił nas Lef :), który po niesamowitych wyczynach sprzed dwóch tygodni - 407 km!!!, tym razem postanowił zakosztować lajtowej dwusetki w dobrym towarzystwie :laugh:
Dalej leśnymi duktami wzdłuż Brdy, Piła Młyn, Zamrzenica, Sokole Kuźnica i prom, którym przeprawiliśmy się przez Zalew Koronowski.
Tam, bojąc się choroby morskiej, od wyprawy odłączył się Wojtino i popedałował samotnie do Grudziądza.
Suty obiad na przedmieściach Koronowa, przejazd mostem dawnej kolejki wąskotorowej, Gościeradz... Tu zgubiliśmy Lefa albo raczej to on nas zgubił pędząc w stronę Bydgoszczy :)
Trochę niebanalnych ścieżek, szczypta piachów (wycieczka rowerowa bez piachów, to jak zupa bez przypraw), przerażenie w oczach Danki, że nie zdążymy na pociąg ... no i Happy End, czyli przyjazd do Maksymilianowa na całe 10 minut przed pociągiem. Tu pożegnaliśmy Dankę, Esterę i Pietera, którzy pomknęli Arrivą do domu.
Reszta czyli: Łobuzia i trzech muszkieterów pognała dalej. Wprowadziliśmy małą korektę do trasy i zamiast gonić na Fordon postanowiliśmy Wisłę przekraczać mostem w Świeciu.
Dobre asfalty na bocznych drogach, przyzwoite szutry (które wyszukiwał bezbłędnie genialny OsmAnd) i wreszcie karkołomny zjazd do Gruczna. Liczne krótkie popasy przy spółdzielniach i wreszcie powrót do domu w przyzwoitej porze, zaledwie parę minut po zaplanowanej.
Tej odmianie nie mogli się nadziwić Bartek z Adamem i gotowi byli jechać dalej, aby tradycji stało się zadość.

Podziękowania dla wszystkich uczestników, ale szczególne dla naszych dziewczyn.

Dwie pojechały swoje rewelacyjne życiówki.

Królowa dzisiejszej wyprawy Łobuzia od rana pokazywała, że jest w życiowej formie i aż żal, że zaplanowałem tylko 210 km. Wczoraj miała potencjał na dużo, dużo więcej :D
Estera - ktróra dokręciła wreszcie swoją "dwusetkę" startując o nieludzkiej porze z Nowego (4:25), żeby powitać nas w Marinie.
Danka - której takie wypady powoli wchodzą w krew i stają się chlebem powszednim.

Dzięki i do następnej spacerowej dwusetki :woohoo: :evil:
2015/08/02 09:07 #25053

lef

lef Avatar

Dziękuję za wspólną przejażdżkę!
Wystartowałem o 8:40 i pogoniłem za ekipą Andrzeja do Tlenia (śr.28,60 km/h). Tu wizyta u znajomych w ich ładnym domku, gdzie mnie po królewsku ugoszczono. Potem do Tucholi, tel. do Andrzeja są 7 km dalej. Dogoniłem ich na popasie w Świcie, gdzie spożywali bułki. Teraz turystycznie w miłym towarzystwie elity grudziądzkich cyklistów podążaliśmy do Koronowa na obiad z bułką. Potem przez wysoko zawieszony most nad brudasem zwanym Starą Brdą jechaliśmy sobie nieśpiesznie ścieżką rowerową w kierunku Bydgoszczy. Po jakimś czasie zauważyłem, że nikt za mną nie jedzie. No to czekam. Czekam. Czekam. W końcu zawracam i wracam ze 2 km. Cyklistów z CG ni widu, ni słychu. Rozglądam się po niebie, może wyparowali, ale tam też ich nie widać. No to jadę na Bydgoszcz, bo czas nagli. Nie zabrałem lampek i do zmierzchu muszę być w chałupie! Zdążyłem - byłem punkt 21:00.

A tak na marginesie: moje trzy ostanie treningi to w sumie 981 km.
2015/08/01 05:27 #25044

maly

maly Avatar

No to i Ja się kawalek z wami przejadę :)

B) Maly B)
2015/07/31 22:28 #25034

sldtwa

sldtwa Avatar

Łobuzia! Ani się waż zaspać... Szkoda, że nie mam Twojego numeru, mógłbym robić za "zegarynkę" :D
Jeśli zaśpisz, dzwoń... poczekamy :)
2015/07/31 22:20 #25031

ŁOBUZIA

ŁOBUZIA Avatar

Hejka. przy dobrych wiatrach bede rowniez -jak wstane oczywiscie :silly:
2015/07/31 22:08 #25030

Danka

Danka Avatar

Chciałam zdementować pogłoski jakobym ciągle zasypiała na wyprawy, tylko raz mi się zdarzyło :kiss:
Co prawda dziś wróciłam z Przystanku Woodstock, ale jutro rześka i wypoczęta stawię się na miejscu zbiórki :P
2015/07/31 21:26 #25028

Estera

Estera Avatar

Będę oczywiście w Grudziądzu :) Nastawiam budzik i do zobaczenia :woohoo:
2015/07/31 21:15 #25027

sldtwa

sldtwa Avatar

Pogodę zamówiłem słoneczną, temperatury przyjemne :)
Do Tucholi mogę jechać z zawiązanymi oczami, dalej też, tym bardziej, że po drodze może uda nam się spotkać Grubego (prawdziwego człowieka Puszczy, zbieracza jelenich poroży), który kiedyś wodził mnie już po tych ściezkach :D.
Od Koronowa urokliwym wiaduktem do Maksymilianowa - to już bajka, a dalej... wiadomo... spóldzielnie, posiady... :D Ale na 22:00 w domu będziemy :D
Do zobaczenia w Marinie... Danka nie zapomnij ustawić budzika :)

PS. Esterko, gdzie włączysz się do wyprawy? W Grudziądzu, czy mamy Cię szukać na trasie? :)

Jedno mogę Wam zapewnić: jesli tylko pogoda nie uekstremalni nam trasy, bedzie to najbardziej lajtowa "dwusetka" jaką przejedziecie! :D
Czas generowania strony: 0.222 s.