Cel dzisiejszej wyprawy został osiągnięty

Mostek stoi i trzyma się jak dawniej, no może odrobinę większe dziury zrobiły się na drewnianej kładce.
Jazda wałem okazała się czystą przyjemnością, lekki wiaterek w plecy a do tego te widoki.... jak zawsze cudne. Dalsza trasa to cóż... nie skłamię jak napiszę, że przez pola, lasy i łąki. Z Matołkiem odświeżyliśmy sobie dawną przełajową trasę na Gogolin a Davis miał okazję poznać nową. (całe szczęście, że tym razem było z górki

)
Panowie, dziękuję za kolejne rowerowe przygody i do zobaczenia na kolejnych