Wycieczki

Jeziorak na bis!

02-04.06.2017 Jeziorak na bis!

Drodzy Członkowie Stowarzyszenia Rowerowy Grudziądz, sympatycy GSR, rowerzyści!

Miło nam poinformować, że tegoroczna trzydniówka stowarzyszeniowa odbędzie się w terminie 02-04 czerwca 2017r. Miejscem docelowym ponownie będzie ośrodek "Bosman" na wyspie Wielka Żuława w Iławie.

Dlaczego po raz drugi Iława? Po pierwsze dlatego, że wszystkim, którzy byli tam w zeszłym roku bardzo się podobało  , po wtóre ośrodek jest pięknie położony, sprawdzony, właściciele bardzo mili i przyjaźnie nastawieni do rowerzystów  i po trzecie - jeszcze wiele urokliwych tras rowerowych, które skrywa ta piękna kraina pozostała przez nas nie odkryta. 

Bogatsi o zeszłoroczne doświadczenia planujemy ponownie by trasy każdego dnia mieściły się w granicach 70km, a główny sobotni trip pozbawiony był większych trudności terenowych. Chcielibyśmy jednak zaproponować wcześniejszy wyjazd w piątek, tak by nie gnać na złamanie karku z zakodowanym w tyle głowy odpływającym o 20:00 ostatnim promem, ale także dlatego by wycisnąć maksimum przyjemności z tego wyjazdu już w piątek.

Dzięki pozyskaniu sporej darowizny na cele statutowe stowarzyszenia możemy pozwolić sobie na przeznaczenie pozostałych posiadanych środków na nasz wyjazd. W związku z tym decyzją Zarządu wyjazd dla członków stowarzyszenia, którzy nie zalegają ze składkami członkowskimi będzie całkowicie darmowy, dla wszystkich pozostałych odpłatność to 90 zł. W cenie zawarte są dwa noclegi w 4-5 osobowych domkach, śniadania w sobotę i niedzielę, kiełbaski na ognisko oraz wszystkie przeprawy promowe. Wzorem lat poprzednich zapewnimy również transport bagaży dla wszystkich, którzy chcą jechać "na lekko".

Krótki plan wyjazdu:

piątek 02.06.2017:
12:30 wyjazd z Mariny do Iławy trasa ok.70km.
18:00 przyjazd do Iławy, przeprawa promowa,zakwaterowanie w ośrodku
20"00 ognisko, etc.

sobota 03.06.2017:
8:00 śniadanie
9:30 wyjazd całodniowy, (po drodze obiad we własnym zakresie),trasa ok.70 km.
19:00 powrót do ośrodka
20:00 ognisko, etc.

niedziela 04.06.2017:
8:00 śniadanie
10:00 powrót do domu, trasa ok.70km.

Wstępnie zarezerwowanych jest 25 miejsc, zapisy prowadzimy do 15 kwietnia, po tym terminie musimy podać ostateczną liczbę uczestników i zamykamy listę.
Konto naszego Stowarzyszenia, na które należy dokonać wpłaty- BGŻ: 70 2030 0045 1110 0000 0316 0560, koniecznie z dopiskiem "Jeziorak na bis".

Wszystkich bardzo serdecznie zapraszamy i już cieszymy się na kolejne, wspólne trzydniowe spotkanie.

W imieniu Zarządu, z rowerowym pozdrowieniem Davis.

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 34 ).

ZAMKI w Polsce - pomysł na rowerowe zwiedzanie

ZAMKI w Polsce - pomysł na rowerowe zwiedzanie

            Trzydzieści lat temu ?wpadła? mi w ręce mapa Zamki w Polsce, właśnie w tym czasie (1982 rok) PTTK ustanowiło ODZNAKĘ RAJDU KOLARSKIEGO ?SZLAKAMI ZAMKÓW W POLSCE?. Odznaka Rajdu ma trzy stopnie, zdobywane kolejno zgodnie z Regulaminem. Obiekty wpisuje się i potwierdza w ?Książeczce wycieczek kolarskich?.

  Tu regulamin odznaki Szlakiem Zamków w Polsce

            Wpadł mi wtedy pomysł, aby rowerowe wędrówki po Polsce planować tak, aby zwiedzić jak największą ilość tych zabytkowych budowli. Jest ich w kraju ponad 400 (w tym w naszym województwie 28). Wspólnie z żoną (i przyjaciółmi w niektórych wyprawach) rozpoczęliśmy wojaże na dwóch kółkach po różnych zakątkach kraju.

            Przy okazji zwiedzania tych rejonów zobaczyliśmy sporą ilość zamków. Tych skromnych, zapomnianych i nie odbudowywanych jak choćby Nowy Jasiniec, Mirów czy Lipienek i tych okazałych jak Malbork, Wawel, Baranów Sandomierski czy Książ. Każdy zamek to osobna historia i architektura. We wielu z nich znajdują się muzea w których można cofnąć się w czasie do lat ich świetności.

            Są w kraju takie rejony, gdzie co kilka kilometrów jawi się kolejny zamek. Mnie ze względu na odmienność od gotyku (który mamy na co dzień) urzekła Jura Krakowsko-Częstochowska, kto tam pojedzie będzie zauroczony - niesamowite widoki, a trasy rowerowe od asfaltu poprzez szutrówki do leśnych duktów. Wystarczy spojrzeć na zdjęcia i nogi same się kręcą aby tam pojechać.



Przez te lata udało nam się dotrzeć do ponad 200 zamków i zdobyć brązową, oraz srebrną odznakę.

            Resztę zrobimy na emeryturze.

            Aby łatwiej można planować wycieczki proponuję mapy Google, w których oznaczyłem dokładnie miejsca usytuowania zamków - do niektórych trudno dojechać rowerem. Poniżej linki do nich.

  MAPA 1 - Zamki obowiązkowe i nieobowiązkowe od A do K

  MAPA 2 - Zamki nieobowiązkowe od L do R

  MAPA 3 - Zamki nieobowiązkowe od S do Ż

            Przy niektórych umieściłem linki do stron internetowych ich dotyczących, w wolnych chwilach uzupełniam informacje.

            Zamki, pałace, dwory obronne niejednokrotnie są stosowane zamiennie. Podobnie ma się sprawa z określeniem: królewski, książęcy, biskupi, magnacki, szlachecki czy rycerski. Właścicielem w różnych okresach mógł być kto inny, a określenie na ogół dotyczy pierwszego właściciela.

Zamki - to budowle obronne z dziedzińcem zamkniętym z czterech stron (stąd nazwa zamek). Zamki polskie były budowane od XIII do końca XV w.

Pałace - to rezydencje mieszkalne, których głównym przeznaczeniem są cele reprezentacyjne. Nie miały one charakteru obronnego, jednak zdarzały się i takie budowle. Pałace były wznoszone od XVI w.

Dwory obronne - to budowle mieszkalne o charakterze obronnym. Charakterystycznymi cechami dworów obronnych są: grube mury, brak dziedzińca, minimum 2 kondygnacje oraz niekiedy - wieże.

ŻYCZĘ przyjemnego rowerowania SZLAKIEM ZAMKÓW W POLSCE
J23

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 0 ).

Zima - czyli najlepszy czas na rowerowe marzenia.

Zima - czyli najlepszy czas na rowerowe marzenia.

            Nie wiem jak Wy macie, ale ja zimową porą tak mam, że im mniej jeżdżę, tym więcej o jeżdżeniu myślę. Snuję ambitne plany na przyszły rok, daję się ponieść marzeniom o eskapadach na krańce świata, tam gdzie diabeł mówi dobranoc lub chociaż tam, gdzie człowiek nie okiełznał przyrody jeszcze do końca. Wprawdzie nie wiele na ogół z tych planów udaje się później zrealizować, ale sam fakt grzebania w internecie, zbierania informacji, przeglądania relacji z podróży odbytych przez innych sprawia mi wielką frajdę i pozwala przeżyć późnojesienną słotę i wstrętną zimę.

            Jakoś w tym roku czas zimowego podróżowania palcem po mapie dopadł mnie nawet wcześniej niż kalendarzowa zima i już od jakiegoś czasu, z filiżanką herbaty z jednej strony i owsianymi ciasteczkami z drugiej, oddaję się bez reszty tej ekscytującej praktyce. W tym roku na tapecie po raz kolejny staje Camino Frances, czyli tzw. francuska droga szlakiem Św. Jakuba do Santiago de Compostela w Hiszpanii. Szlak ten jest uznawany przez wielu rowerzystów za najpiękniejszy z prowadzących do tego sanktuarium. Trasa liczy około 850 km, jest trudna technicznie i wiedzie głównie bocznymi, szutrowymi drogami. Od uczestników wymaga dobrego przygotowania kondycyjnego.Wydaje się więc, że najlepiej pokonać ją rowerem górskim. Z pogranicza Francji biegnie w całości przez północną Hiszpanię. Jest to szlak dość mocno uczęszczany, ale za to z doskonała infrastrukturą i bazą noclegową, która dla pielgrzymów dostępna jest w części bezpłatnie lub za symboliczną opłatą. Atmosferę podróży wspaniale oddają filmiki zamieszczane przez rowerzystów w sieci, np:

  www.youtube.com/watch?v=_SghGMyiXPs
  www.youtube.com/watch?v=MucGwU73U5U

Drugą trasą, która spędza mi sen z powiek jest wyprawa na Korsykę i Sardynię, wspaniałe wyspy na rowerową eskapadę, zarówno tygodniową jak i miesięczną.Trudno powiedzieć, która z wysp jest piękniejsza, najlepiej byłoby przekonać się o tym naocznie, więc tej trapiącej mnie kwestii jeszcze nie rozstrzygnę.
Przydatny opis podobnej wyprawy można znaleźć tu:

  www.bajkers.com/wyprawy/korsyka-sardynia.html

Trzecia niezrealizowana wyprawa, która czeka w kolejce to objazdówka po Gotlandii. Wyprawa logistycznie i cenowo najbardziej chyba przystępna z racji odległości i stosunkowo taniego połączenia promowego, a trudno powiedzieć, czy mniej atrakcyjna od dwóch poprzednich. Myślę, że tydzień, maksymalnie 10 dni na wyspie zaspokoiłyby mój apetyt na atrakcje, które skrywa. Dość ciekawy opis i przydatne porady dotyczące wyprawy na Gotlandię znalazłem tu:

  www.gotlandia.narowerze.com.pl/index.php

Postanowiłem podzielić się z Wami moimi zimowymi wirtualnymi podróżami, bo żywię nadzieję, że może znajdzie się paru takich, którzy mają podobne marzenia, a wówczas o realizację któregokolwiek z nich będzie dużo łatwiej. Wyprawy takie ze swojej natury wymagają dłuższego przygotowania, dlatego decyzje powinny zapaść z dużym wyprzedzeniem. Trzeba przecież zaplanować urlopy, zapełnić groszem świnkę - skarbonkę, przygotować niezbędny ekwipunek, załatwić rezerwacje etc.

Gdyby znaleźli się chętni, można by zorganizować taki wyjazd pod egidą naszego stowarzyszenia. Oczywiście nie muszą to być moje propozycje, w końcu to tylko zimowe marzenia przy filiżance herbaty. Macie swoje propozycje - to proszę podzielcie się nimi, a wówczas nam wszystkim czas zimowej szarugi minie jakoś przyjemniej.

Z rowerowym pozdrowieniem Davis Smile

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 24 ).

Dookoła Portugalii rowerem - relacja na żywo

Dookoła Portugalii rowerem
-relacja na żywo-

            W zeszłym roku planowałem z Grudziądza dojechać przez Santiago de Compostella do Fatimy i Lizbony w Portugalii. Wydarzenia jednak ułożyły się jednak tak, że po upadku i kontuzji wyprawę musiałem zakończyć w Orleanie. Szkoda, bo akurat zaczynała się piękna ścieżka rowerowa nad Loarą. Pozostały zatem niespełnione marzenia o zdobyciu rowerem Cabo da Roca. Planując tegoroczną pielgrzymkę siłą rzeczy skupiłem się na Portugalii. Pytanie tylko jak to zrealizować? Próbując na nie odpowiedzieć zaczyna się w życiu rowerzysty niezwykła przygoda związana z przygotowaniami do wyprawy. Każdy podchodzi do tematu osobiście. Jedni zaczynają przygotowania krótko przed wyjazdem np. miesiąc, ja natomiast lubię kontemplować temat przez cały rok. To niezwykły czas. Obfituje on wspaniałym wysiłkiem poznawania regionu, sposobów dotarcia i przemierzania wybranego kraju. Dziś poprzez portale społecznościowe można kontaktować się z ludźmi mieszkającymi na terenie planowanego wyjazdu - mogą oni służyć cennymi radami. Ostatecznie część jednego etapu jedziemy z nowym kolegą z Faro. Niesamowite jest zgłębianie kultury, charakterystyki przyrody itp. Z czasem rodzi się swoista zażyłość z wyprawą i wszystkim co się z nią wiąże. U nas do tego stopnia, że chcemy być rozpoznawalni i zrobiliśmy sobie naszywki na koszulki a dla moich chorych, którzy bardzo się interesują wyjazdem foldery. Wszystko to stworzyło klimat więzi a ostatecznie stanowić będzie pamiątkę wyprawy. Zrezygnowałem ze startu z Grudziądza a pielgrzymkę z głównym celem w Fatimie zrealizuję jadąc dookoła Portugalii. Okazało się, że pomysł jest dość drogi - głównie przelot samolotem. Zatem rozpocząłem rok wcześniej oszczędzać. Jak to zrobić? Każdy musi zwrócić uwagę sam gdzie najlepiej może to uczynić. W moim przypadku np.: zrezygnowałem z opłacenia AC, ograniczyłem niemal do zera wyjazdy samochodem, więc oszczędność na paliwie około 2000zł, zrezygnowałem z wielu zbędnych dodatków chociażby słodycze. Udało się. Ponieważ wyjazd odbędę z kolegą postanowiliśmy podzielić koszty i nocować w hostelach a nie pod namiotem. Plusy takiego rozwiązania to: wygodne łóżko, prysznic, w 3/4 przypadkach śniadanie, poczucie pewności związane z zaplanowanym miejscem docelowym. Z czasem utwierdziliśmy się w słuszności wyboru, ponieważ czekają nas wyzwania jakich wcześniej nie podjęliśmy: wysokie góry 2000m. n.p.m. w pełnym słońcu (nawet 40 stopni), względnie krótki czas wyjazdu 17 dni a długie i w dość trudnych warunkach dystanse. W sumie planujemy przejechać ponad 2300km. Dobrze było zatem zminimalizować ciężar bagażu. Na wyposażenie roweru weszło zatem:

 Toaleta - składana szczoteczka do zębów, mała tubka pasty, szare mydło (nadaje się jako szampon, pod prysznic, do prania), krem z filtrem, mała pianka do golenia, jedna maszynka do golenia, ręcznik - bardzo mały, bo liczymy, że będzie na wyposażeniu noclegów.
 Apteczka: Magnez, Antybiotyk, Plastry, nawilżone i zdezynfekowane plasterki do obmywania małych ran, bandaż, penseta - do wyciągania ewentualnych drobnych ciał ostrych (nawet z opony), elektrolity jako dodatek do wody w bidonie (woda od gospodarzy-nie planujemy kupować), ja potrzebuje tabletki od bólu głowy czasem potrzebne mogą być w związku z oddziaływaniem słońca.

Codziennie będę odprawiał mszę świętą w intencjach moich chorych zatem muszę mieć potrzebne paramenty

 Warsztat: zastaw kluczy jeden na dwóch, jedna pompka, jedna buteleczka oleju na suche warunki, po jednej dętce, łatki (lepsze te na klej niż samoprzylepne), klucz do szprych, łyżki do ściągania opon, zapięcie do roweru, skrócona szczoteczka do zębów w celu czyszczenia łańcucha.

 Elektronika: kamerka GoPro Hero II do niej uchwyty i mały statyw, ładowarka z krótkimi i wyszukanymi kabelkami, smartfon z dużym wyświetlaczem, licznik rowerowy, lokalizator GPS.

 Nawigacja: Wszystko w zasadzie zgromadzone w telefonie (tylko jedna mapa papierowa na wszelki wypadek-osobiście bym nie wziął ale kolega się uparł) a w nim: zeskanowana mapa Portugalii w telefonie, aplikacje turystyczne, ręcznie sporządzony plan podróży z dokładnymi adresami i kontaktem noclegów pliku PDF i dostępny w ?chmurce?, AutoMapa, zebrane i opisane atrakcje turystyczne zapisane w pliku PDF.

 Ubiór: Dwie koszulki kolarskie, dwie pary spodenek 2w1 czyli z odpinaną wkładką kolarską, będą też służyć jako kąpielówki, dwie pary majtek, 4 pary skarpetek, te gorsze będą służyły też potem jako szmatka do czyszczenia roweru, jedna koszulka z długim rękawem, bardzo lekka wiatrówka z odpornością też na delikatny deszcz (generalnie w tych warunkach szybko się schnie - nie jedziemy w polarach), okulary przeciwsłoneczne, kask, buty kolarskie SPD - lubię komfort pedałowania w nich, japonki.

Poważnym problemem jest nawodnienie. Zdecydowaliśmy się kolega na dwa bidony i plecak typu CamelBak ja natomiast na dwa bidony 750ml. Planujemy uzupełniać wodę u miejscowych (w zasadzie nie kupuję na wyprawach wody).

Ostatecznie waga całego wyposażenia i roweru łącznie zamknęła się w 18kg.

Ktoś zapyta jaki rower wybrać? Odpowiedź ulubiony :) Kolega jedzie na góralu a ja na trekkingu więc zobaczymy jaka jest różnica - plusy i minusy. Będziemy starali się wprowadzić Was do udziału z nami w tej wyprawie wirtualnie. Można nas śledzić na: www.facebook.com/modlitewnie. Dla ciekawskich śledzenie On line naszego położenia poprzez aplikację Garmin Trucker (hasło i login na prv wymienionego profilu fecebook). Zapraszamy do zabawy i przygody razem z nami. Chętnie odpowiemy też na pytania dotyczące takiego wyjazdu.

 

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 5 ).

Odkrywcze rowerowanie - Dolina Baryczy

Odkrywcze rowerowanie
-Dolina Baryczy-

            Odkrywanie świata to nie musi być zaraz wyjazd w Himalaje czy na inny koniec świata. Można okrywać to, co zawsze znajduje się w naszym zasięgu, a w szczególności w zasięgu roweru.

Od kilku lat na urlop z żoną kierujemy się na południe. Kocham góry, jednak zawsze brakowało mi w nich roweru, dlatego od jakiegoś czasu na każdy niemal wyjazd taszczę go ze sobą ((o:

Wyjazd zaplanowaliśmy na sobotę, najlepiej rano, jednak straszne z nas grzebalce, więc zbieranie zeszło nam do 16-tej ((o: Obrany kierunek ? Góry Złote.

Szukanie noclegu po zmroku to zły pomysł, zwłaszcza w nieznanym mieście i po północy. Zatrzymałem się więc po drodze, spojrzałem w mapę na okolicę i zobaczyłem w głowie lampkę sygnalizującą, że gdzieś to już słyszałem ? Dolina Baryczy. Wymiana porozumiewawczych spojrzeń, krótka wizyta w necie i za dwa kwadranse wnosiliśmy bagaże na kwaterę, przestawiając góry na bliżej nieokreślone ?potem??

Cóż za piękna kraina, istny baśniowy waterworld ((o: Prawdziwy raj dla miłośnika roweru i przyrody ((o: Tysiące hektarów stawów, będących domem niezliczonej ilości ptactwa wodnego i innych ciekawych stworzeń. Można napawać się do woli odgłosami i zapachami wodnych szuwarów i jazdą niezliczoną ilością grobli, które dzielą poszczególne stawy. Jeśli wyruszysz odpowiednio wcześnie, ujrzysz startujące spod kół Twojego roweru stada kaczek, czaple siwe i orły tuż znad Twojej głowy.

Swoje rowerowe żądze zaspokoją tu nie tylko miłośnicy przyrody, ale i techniki wodnej oraz jazdy terenowej i po równych, dobrze utwardzonych nawierzchniach. Szlaki są w większości nieźle oznakowane, a trasy dydaktyczne zaopatrzone w szereg ciekawych informacji.

Dolina Baryczy, to największy park krajobrazowy i największy rezerwat ornitologiczny w Polsce, największy kompleks stawów rybnych w Europie, wielkie skupiska starych dębów i wiele innych atrakcji, dla których z pewnością tam wrócę, do czego i Was zachęcam ((o:

 Ps. A może i Wy chcielibyście się podzielić swoim odkryciem lub rowerową przygodą? Opowiedzcie o tym na naszym forum lub napiszcie artykuł i wyślijcie wraz ze zdjęciami (zdjęciem) na adres: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. ((o: Nie zapomnijcie dopisać, kto jest autorem ((o:

z rowerowym pozdrowieniem
matołek 

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 0 ).

Wyprawa "po drogach i bezdrożach Roztocza"

Wyprawa "po drogach i bezdrożach Roztocza"

 

Hejo rowerzyści i rowerzystki!

Jeśli macie urlop i jeszcze nie zdecydowaliście jak spędzicie resztę lipca, a tak samo jak my kochacie rowerowe przygody w siodełku, to nie pozostaje Wam nic innego, jak spakować szybko sakwy i ruszać z nami na podbój świataSmile

Dokąd, kiedy i po co?

Jak śpiewał Lech Janerka "rower to jest świat". Jedziemy, bo kiedy wsiadamy na rower, gęba uśmiecha się sama, jedziemy, bo przygoda wzywa i świat na nas czekaSmile

Dlaczego akurat Roztocze? Gdzieś kiedyś mignęło mi to hasło i od tego czasu kiełkuje w duszy jak czarodziejska fasola oplatając umysł i ciało. Jedno hasło, jedna rozmowa z niezawodnym rowerowym kompanem - Wojtinem i jest planSmile

Roztocze to urzekająca spokojem kraina z mnóstwem malowniczo pofalowanej przestrzeni. Jest tam podobno sporo mało uczęszczanych dróg i sielankowych widoków, bez nachalnej nowoczesności i tłumu turystów. To jest właśnie to, czego potrzeba naszym rowerowym duszom - cisza, spokój i mnóstwo miejsc na herbatkowe postoje, prawda Wojtku?Smile

Co tu dużo gadać, ruszamy jutro i serdecznie zachęcamy do przyłączenia się choćby na kilka dniSmile Szczegóły wyjazdy znajdziecie w wątku w Umawialni i jak kogoś najdzie spontan, to widzimy się jutro na dworcu lub w trasie (w czasach Internetu i komórek, zawsze się można jakoś skomunikować).

Jak na razie ekipa liczy trzech rowerowozakręconych: Wojtino, Paweł1669 i Matołek. Może ktoś się jeszcze podłączy? - byłoby miłoSmile

Tymczasem życzymy Wam sporo rowerowej pogody i wypadów. Mamy nadzieję, że będziecie nam kibicować i jeśli nie teraz, to kiedyś w przyszłości również i towarzyszyćSmile Dla ciekawych naszych poczynań będziemy podsyłać w miarę możliwości technicznych krótkie sprawozdania. Jeśli będzie gdzie nakarmić telefon, to spróbuję uruchomić Endomondo, zostawiając ślady GPS.

Serdecznie Was pozdrawiamy
i bierzemy się do pakowania sakw.
Do zobaczyska rowerowe ludziska
 

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 41 ).

Ekspedycja ?Bieszczady 2013?

Ekspedycja ?Bieszczady 2013?

            Po co w ogóle piszę ten artykuł? Liczę, że uda się choć trochę połechtać Wasze rowerowe smaczki i nakręcić kogoś na podobne wyprawy, które są dla mnie kwintesencją rowerowego podróżowania ? ot ? spakować się i w drogę?
W tym roku planujemy wybrać się na wyprawę po Roztoczu, więc jeśli kogoś kusi sakwiarstwo, szczegóły znajdzie w naszej Umawialni. Ktoś Na forum rzucił temat Norwegii a mi po głowie chodzi Austria. Możliwości jest sporo, trzeba tylko trochę chęci, szczypty optymizmu i ruszamy?

No i ruszyli dziś o 6.00. Z tego co mi wiadomo, katorgę podróżowania Polską Koleją mają już za sobą. 6 przesiadek ? matko jedyna!

Kto i po co wyruszył? Nasi rowerowi kompani - Wojtino z Pieterem. Cel ? trzytygodniowa wycieczka po Bieszczadach, a więc dość ciężka harówka z sowitym wynagrodzeniem w postaci pięknych, rozległych widoków, czystego powietrza i niesamowitej wolności, którą dają rower + przestrzeń.

Chłopaki! Nie macie pojęcia jak wam zazdroszczę i co bym dał, żeby zabrać się z Wami. Myślę, że nie jestem jedyny, który życzy Wam teraz dużo śniegu, deszczu i gęstej mgły Wink W ramach pocieszenia czekam chociaż na krótkie relacje i fotki Smile

Serdecznie Was pozdrawiamy
i trzymamy kciuki za powodzenie wyprawy

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 71 ).

Weekend wśród jezior

Weekend wśród jezior
 

            To był dla mnie najwspanialszy weekend obecnego roku i nie wiem, czy któryś jeszcze z następnych będzie w stanie go pobić. A zaczęło się od hasła niewinnie rzuconego przez Krzyśka na jednym z kwietniowych wypadów: "Jedźmy gdzieś w majowy weekend", no i pojechaliśmy
Dopisało  wszystko: pogoda, świeża wiosenna zieleń, piękno Brodnickiego Pojezierza i dwójka ludzi, którzy rowerowanie postrzegają podobnie Do tego wolność i nieograniczone możliwości, które daje rower, gdy wieczorem nie trzeba zawracać do domu...
 
Piątek, godzina 17+, wyjazd opóźniony o ponad godzinę. Ot, mała awaria lewej manetki, tuż przed wyjazdem. Obdzwoniłem wszystkie rowerowe sklepy w mieście i nic. Rezygnować? Nigdy! Kawałek cienkiego, miedzianego drutu, małe szczypeczki, trochę zmarnowanego czasu, przekleństw oraz naderwany paznokieć i manetka chodzi do dziś
Jeszcze tego samego dnia, naładowani dobrym nastrojem, w towarzystwie ciepłego, słonecznego, wiosennego popołudnia, dotarliśmy do miejscowości Osieczek, by nad jeziorem zakotwiczyć namioty
 
Sobota powitała nas chłodnym, acz pięknym porankiem. Ptaki koncertowały już na całego, łąka pachniała świeżą, wilgotną zielenią, a jezioro zasnute było jeszcze cienką kołderką porannej mgły. Wspaniałe uczucie, sączyć poranną herbatkę kiedy się wie, że cały dzień należy do nas i naszych rowerów
Wyjazd o 7.45 w kierunku "gdzie nas rowery powiozą". Nie lubimy planowania na sztywno, więc jeździmy tam, gdzie wydaje się najpiękniej. Nie przebieramy w nawierzchniach dróg, więc znosi nas najczęściej na ścieżki leśne. Ile tam wspaniałych i dzikich jeszcze jezior
Godzina 17+, dotarliśmy do miejsca, które wydało nam się dobre na biwak, więc rozbiliśmy obóz. Potem naprawa zgiętego na trasie haka tylnej przerzutki,  kąpiel, ognisko, kolacja i leniuchowanie na urokliwej polance tuż przy jeziorze...
 
Kolejny piękny poranek rozpoczął niedzielę. Aby wykorzystać dzień, postanowiliśmy powrót popołudniowym pociągiem z Brodnicy. Do tego czasu jednak zdążyliśmy jeszcze zrowerować sporo atrakcyjnych terenów, nawchłaniać mnóstwo rewelacyjnych widoków i zwiedzić przyjemne zakątki Brodnicy. Zmęczeni, szczęśliwi i z małym niedosytem, spożyliśmy rozprężający napój i wsiedliśmy do pociągu.
 
Na zakończenie tej krótkiej relacji chciałbym serdecznie podziękować mojemu niezawodnemu kompanowi - Krzyśkowi za wspólne rowerowanie. Pragnę również gorąco zachęcić wszystkich do podobnych wypadów. Wystarczy chęć, rower oraz parę gratów i w drogę. Jeśli się czegoś zapomni, to można kupić albo się bez tego obyć. Jak ktoś nie ma z kim, niech zgada się z nami

 
z rowerowym pozdrowieniem
matołek

 

Czytaj więcej: Weekend wśród jezior

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 0 ).

Wyprawa rowerowa 2011. Słowacja, Węgry, Czechy, Austria. Relacja z podróży

Wyprawa rowerowa 2011. Słowacja, Węgry, Czechy, Austria.
Relacja z podróży

 

Artykuł pobrany za zgodą autora z www.rowerem.bloog.pl
Zdjęcia wraz opisami nadesłane przez autora (przypis matematołka)
 
Spóźniona, ale jest. Zapraszam do czytania.
Pochodzimy znikąd, a możemy zawędrować wszędzie. Taką myślą przywitał mnie pewien czerwcowy poranny program telewizyjny. Tego samego wieczora miałem spotkać się ze znajomymi, żeby porozmawiać o planach wakacyjnych. Patrzyliśmy na mapy, przeanalizowaliśmy wszystkie za i przeciw i doszliśmy do smutnego wniosku. Zarówno kraje zachodnie jak i cała skandynawia jest dla nas jeszcze za droga. W tym momencie uderzyła jednego z nas myśl o kierunku przeciwnym, południowym. Czechy, Słowacja? A co tam. Jeszcze Węgry, Austria? Może Włochy, Niemcy? Z Włochami to może przesada, ale Pozostałe kraje wchodzą w grę. 1200 km według Google maps, startując od południowej granicy Polski. To w rzeczywistości wyjdzie jakieś 1500. Błażej i może ktoś jeszcze chce wyjechać z Grudziądza. To prawie 2000.
Ładna nazwa. EUROPA ŚRODKOWA ROWEREM. Postanowiliśmy poinformować prasę i znaleźć sponsorów. Intensywne poszukiwania w całym Grudziądzu dały nam sponsoring sklepu rowerowego Ebar, należącego do sieci Dobre Sklepy Rowerowe, obszerną relację w Gazecie Pomorskiej oraz w portalu Grudziądz Twoje Miasto i możliwość zaprezentowania zdjęć z wyprawy w filii Biblioteki Miejskiej w Grudziądzu. Dodatkowo otrzymaliśmy od Urzędu Miejskiego w Grudziądzu gadżety i foldery, którymi promowaliśmy nasze miasto. Jak na nasz pierwszy raz, nie było źle.
Kilka dni przed wyprawą pojawił się w Gazecie Pomorskiej artykuł zatytułowany: "Jedziemy nad piękny Balaton". Znajomi się nas pytali, czy tak mówi się na Budapeszt. Sprawdziliśmy gdzie to jezioro dokładnie jest. Zmieniliśmy nieco zarys naszego planu trasy no i może być i Balaton. A co tam. I żeby nie było. Faktycznie coś wspominaliśmy Pani redaktor, że być może tam pojedziemy.
 
Początkowo z Grudziądza wyruszyliśmy w sześć osób Agnieszka, Paweł, Łukasz, Kasia, Robert i ja. Jeszcze tego samego dnia wieczorem dołączył Błażej ze swoim nowiutkim lśniącym Herkulesem. Kasia, Robert i ja następnego dnia musieliśmy niestety wrócić do domu. Powodem był ostatni tydzień moich praktyk. Robert tylko odprowadzał nas.
Część Pierwsza Grudziądz - Kraków
Trasa przejechana w tydzień. "Zaliczony" nocleg pieszej pielgrzymki grudziądzkiej, następnie gdańskiej. Wspinaczka na skałkach Jury krakowsko-częstochowskiej no i zwiedzanie Krakowa. Uzupełnienie zapasów i małe pranie tuż przed jednym z nielicznych deszczowych dni na wyprawie.
Rowery niezniszczalne, niestety ludzie zawodzą. Trzeba było się udać do lekarza z powodu ukąszenia owada. Czas minął szybko i trzeba było się rozstać z częścią ekipy - Łukasz i Paweł pojechali do domu, oraz powitać nowych członków załogi - Kasia i Kamil.
Część Druga Kraków - Jelenia Góra.
Początkowo mieliśmy dołączyć do Błażeja i Agnieszki w Krakowie, ale oni byli tak rozpędzeni, że wyhamowali dopiero za Wieliczką.
Polska pożegnała nas, jak się później okazało, najbardziej stromym podjazdem całej wyprawy.
Tak dojechaliśmy na Słowację. Pierwszy nocleg spędziliśmy na niesamowitym polu namiotowym niedaleko miejscowości Liptovsky Mikulas. Z jednej strony jezioro, z drugiej góry, a pośrodku my z namiotami. Trzeba przyznać, że za każdym zakrętem w tym kraju czekał nas kolejny niesamowity, zapierający dech w piersiach widok. Niestety. Coś za coś. Trzeba było wjeżdżać z obładowanymi rowerami niejednokrotnie kilka-kilkanaście kilometrów pod górę. Na dodatek z każdym dniem słońce przygrzewało coraz bardziej. Ale my szczęśliwi czerpaliśmy to co przynosił nam los. 71 km/h z góry, kilkunastokilometrowe zjazdy, smażony ser i inne specjały. W sercu Słowacji trafiliśmy na kemping idealny. W Polsce nazwano by to czymś w rodzaju agroturystyki. Górski wiejski domek z budynkami gospodarstwa, owce, kozy kury, kot i pies. Gospodarz stawia tutejsze piwo i wino na powitanie, rowery możemy trzymać w szopie, bardzo przyzwoite warunki sanitarne. Internet, prąd. Trampolina do zabawy. Na rano można zamówić świeże bułki. Następnego dnia niechętnie opuszczamy to miejsce, aby być już niemal pod granicą z Węgrami. Droga przywiodła nas do Hrinovy, gdzie znaleźliśmy jedynie pensjonaty i to z zajętymi miejscami. Na szczęście znaleźli się dobrzy ludzie, którzy na skrawku trawnika, na swojej posesji pozwolili nam rozbić namioty, oraz umyć się w ich łazience. Przejechaliśmy bokiem Tatry Wysokie i centralnie przez Tatry Niskie. Na Słowacji straszono nas cyganami żebrzącymi czy nawet kradnącymi pod marketami. Nic z tych rzeczy nas nie spotkało. Mijaliśmy jedynie uboższe osiedla, na których stały gromadki dzieci, a dorośli zatrudnieni byli przy sprzątaniu i porządkowaniu miast. Podobna sytuacja na Węgrzech. Tu mieliśmy do czynienia z cyganami już pierwszego dnia. Jeden z nich pomógł nam i zadzwonił ze swojego telefonu po właściciela kempingu.
Węgierski jest bardzo trudnym językiem, a mieszkańcy tego kraju, których spotykaliśmy na swojej drodze rzadko mówili biegle czy to po angielsku czy niemiecku. Mimo to w kraju, w którym spędziliśmy najwięcej czasu z naszej wyprawy nie mieliśmy większych problemów z dogadaniem się. Nawet w kwestii cen i noclegu. Tu już nie było takich gór jak na Słowacji i mogliśmy nieco odpocząć od ciągłego podjeżdżania. Zamiast tego doskwierały nam 40 stopniowe upały. Piękne widoki górskie zostały zamienione na niekończące się pola słoneczników, oraz kilka pięknych jezior. W Budapeszcie trafiliśmy na obchody święta narodowego - Dnia Świętego Stefana. Spędziliśmy wieczór na zwiedzaniu. Następnego dnia z miasta pomógł nam się wydostać pewien Węgier, który perfekcyjnie mówił po angielsku i poprowadził nas drogami omijającymi główne, niebezpieczne drogi. Nad Balaton dotarliśmy dwa dni później. Udało nam się spędzić tam nocleg mając z namiotu widok na jezioro. Odbyliśmy wiele kąpieli, zrobiliśmy setki zdjęć, najedliśmy się słonecznika, arbuza i melona prosto z pola, ale instynkt nie pozwalał siedzieć za długo w jednym miejscu i już musieliśmy jechać dalej. Tym razem w kierunku Austrii.
Chcieliśmy tu spędzić jak najmniej czasu, ze względu na przeraźliwie wysokie ceny, a zwebrać jak najwięcej doświadczeń. Poza butelką wody, która we wszystkich odwiedzanych krajach kosztowała podobnie, w przeliczeniu około 2zł, wszystko było znacznie droższe. Przy wjeździe robiliśmy sobie tradycyjnie jak na każdej wyprawie zdjęcie z tablicą. Tu z tablicą witającą nas w Austrii. Niestety przez ciągły wiatr, ciężko było ustawić mój rower, który miał służyć za statyw i niestety przewrócił się. Na szczęście nie uszkodził aparatu, ale pękł za to mój bagażnik, co mogłoby nawet oznaczać koniec jazdy, chociażby do czasu sprawienia sobie nowego. Ale nie dla nas. Spięliśmy go paskami plastikowymi i metalowymi. Jak się później okazało wytrzymało to do końca wyprawy. Swoją drogą, to na wyprawie psuły się elementy jedynie w moim rowerze. Reszta przejechała wyprawę bez żadnych usterek.
Austria jest bardzo czysta, co rzuca się w oczy chyba każdemu, kto ją odwiedza. Wszystko jest poukładane i na najwyższym poziomie zadbania. Krzewy winogron są równo przycięte, strzegą ich urządzenia generujące dźwięki, ale nie ma żadnych ogrodzeń. Skorzystaliśmy z tego faktu i posmakowaliśmy pysznych zarówno białych jak i czerwonych winogron. Za pierwszy nocleg w Austrii zapłaciliśmy najwięcej na całej wyprawie, bo za noc dla czterech osób pod dwoma namiotami, bez dodatkowego prądu i innych udogodnień zapłaciliśmy 43zł/osobę. Za to odbiliśmy to sobie w następną noc, bo udało nam się szczęśliwym trafem znaleźć polaków w małej miejscowości kilkanaście kilometrów za Wiedniem. Spaliśmy pod namiotami, ale zostaliśmy ugoszczeni niemal po królewsku. Dostaliśmy kolację i piwo, które jest idealne na zmęczenie po niemal stukilometrowej jeździe w słońcu. Rano pożegnali nas świeżymi bułkami i dodatkowo załatwili nam prawdziwe austriacki wino z regionalnej winnicy, które każdy z nas przywiózł do domu.
Wiedeń przejechaliśmy szybko, trochę tego żałowaliśmy, ale zważywszy na ceny w Austrii oraz straszliwy upał uważaliśmy to za dobre wyjście.
Wyjeżdżając z Austrii nagięliśmy przepisy, jadąc cały czas drogą wyłączoną z ruchu, z powodu remontu fragmentu drogi. Na szczęście drogowcy pozwolili przejechać po jeszcze mokrym asfalcie, dzięki czemu zaoszczędziliśmy sporo kilometrów.
Czechy raziły nas bałaganem i zarośniętymi krzakami poboczami, odczego odzwyczailiśmy się przejeżdżając Austrię. Drugą rzeczą, która nas zdziwiła, to różnica w językach słowackim i czeskim. Słowacki jest dużo bardziej podobny do naszego i łatwiej się dogadać. Trzeba jednak przyznać, że stereotyp mówiący o Czechach nie lubiących Polaków został przez nas obalony.
Czechy wiele razy na zaskakiwały. W środku wioski trafiliśmy na sztuczny otwarty basen z kempingiem. Kolejnym zdziwieniem było to, że wszyscy spotkani przez nas barmani nalewali piwo nie po ściance, ale w taki sposób, że czekali przez długi czas, aż piana opadnie i następnie nalewali dalej.
Przejazd przez Czechy wydawał się nam bardzo szybki, mimo tego, że spędziliśmy tam trzy noce. Udało nam się również tam znaleźć jeden nocleg darmowy. A wyglądało to tak, że podczas jazdy, kilkaset metrów od końca naszej podróży-pola namiotowego zatrzymał nas pewien Czech, jeden z organizatorów triatlonu, który miał się tam odbyć następnego dnia. Poprosił nas o przypilnowanie przez noc namiotów rozłożonych w tym celu. Delektowaliśmy się smażonym serem i Kofolą - czeską Colą.
Ostatnią noc w Czechach spędziliśmy w hotelu, gdzie udało nam się wynegocjować pokój z jednym dużym łóżkiem dla nas wszystkich za o połowę niższą cenę. Dziewczyny spały na łóżkach, my po bokach na karimatach. Na dzień przed wjazdem do Polski zrobiliśmy zakupy w dużym markecie. Kupiliśmy regionalne alkohole, oraz słodycze. Drogi poboczne w Czechach są w słabym stanie, dlatego też jazda z obładowanymi do granic możliwości torbami była nie tylko ostrożniejsza, ale również wolniejsza. Ostatni dzień był zdecydowanie zimniejszy niż poprzednie i zjazd z Malej Upy do Polski nie był dla nas przyjemny mimo jazdy w kurtkach. W Jeleniej Górze skorzystaliśmy z promocji w pizzerii, oraz jednym z pierwszych w naszym kraju sklepie Aldi, zapewniając sobie posiłek na powrót do domu. Dzięki temu, że wsiedliśmy i zapakowaliśmy rowery do pociągu dość szybko udało nam się zamocować cztery rowery w jedynym przedziale rowerowym na cały dwunastowagonowy skład. Ugotowaliśmy pierożki, delektowaliśmy się słodyczami i zapadliśmy w sen w wiozącym nas do domu pociągu. Ciężko jest zawrzeć w krótkiej relacji wszystkie nasze wspomnienia, jeszcze trudniej opisać przeżycia i emocje im towarzyszące. Na rowerem.bloog.pl są zdjęcia, część naszych relacji możecie również przeczytać w archiwum na stronie Gazety Pomorskiej, oraz portalu Grudziądz Twoje Miasto.
Nasze rowery były załadowane głównie z tyłu, jedynie Błażej miał z przodu śpiwór i karimatę. Razem mieliśmy cały niezbędny nam sprzęt do naprawienia wszelkich usterek. Zabraliśmy też GPS, który okazał się momentami bardzo przydatny, mimo to ja nadal uważam zwykłe papierowe mapy za główny środek do nawigowania.
 
 
Przejechaliśmy podczas całej wyprawy niemal 1900km, ze średnią prędkością trochę ponad 17km/h. Zapraszam do śledzenia naszych dokonań w przyszłości, bo nie jest to ostatnia rzecz jaką zrobiliśmy. Teraz każdy z nas zajmuje się ważnymi dla swojego przyszłego życia czynnościami. Jedni szukają pracy inni kończą studia lub zaczynają kolejny ich etap. Ale jak tylko zatęsknimy trochę bardziej za podróżą...

Czytaj więcej: Wyprawa rowerowa 2011. Słowacja, Węgry, Czechy, Austria. Relacja z podróży

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 0 ).

Tydzień na wyspie

Tydzień na wyspie

 Chociaż od naszego wyjazdu minęło już trochę czasu, to jednak zbliżające się wakacje i wpływ pewnej rozmowy skłoniły mnie do podzielenia się wrażeniami z tej eskapady. Może ktoś pod wpływem moich wypocin zdecyduje się na wyjazd na tą przepiękną wyspę, a uwierzcie mi, że warto

1. Organizacja

Pewnego zimowego wieczoru zrodził się pomysł wspólnego wyjazdu rowerowego na Bornholm. Propozycja została rzucona i machina organizowania ruszyła pełną parą.
Wspólnie ustaliliśmy termin (co nie było łatwe ), aspekty logistyczne: spanie na tanich polach namiotowych, kuchnia polowa i możliwości dojazdu.
W ostateczności wyglądało to tak: dojeżdżamy promem z Kołobrzegu do Nexo, każdy zabiera ze sobą namiot, suchy prowiant i malutkie butle z zapasem gazu do 2 kuchenek, które miały być na wyposażeniu 7 osób. Objeżdżamy wyspę w 7 dni i wracamy również z Nexo tym samym promem do domu - oczywiście najpierw do Kołobrzegu

2. Wyjazd

Nastąpił dzień wyjazdu, rowery zapakowane, wyjeżdżamy! W Kołobrzegu powitał nas przepiękny wschód słońca, niesamowite wrażenie nad morzem. Prom okazał się katamaranem, a my z uśmiechami na twarzach wypływamy na otwarte morze. Po ok. 4 godzinach (dla niektórych wyrwanych z życiorysu) dopływamy na miejsce. Podpowiedź: przy trochę większym wietrze radzę kupić tabletkę oferowaną na pokładzie, uwierzcie POMAGA, o czym przekonaliśmy się w drodze powrotnej

3. Bornholm

 Wyspa przywitała nas przepięknym słońcem, które nie znikało podczas całego pobytu - potwierdziło się, że Bornholm to słoneczna wyspa. Postanowiliśmy udać się na zachód wyspy, a następnie wzdłuż wybrzeża odwiedzać każde pole namiotowe po kolei. Na jednym z nich spędziliśmy 2 noce, spędzając jeden dzień na plażowaniu lub objeżdżaniu wyspy (w zależności od tego kto co lubi . Wybaczcie, że nie opiszę chronologicznie każdego z nich, w Internecie dostępnych jest dużo fantastycznych stron, na których znajdziecie wszystkie informacje.
Powiem tylko, że są to najczęściej wydzielone kawałki łąki przy gospodarstwie rolnym wyposażone w bieżącą wodę i toaletę. Opłatę zostawia się w wolno stojącej OTWARTEJ skrzynce lub u gospodarza, u którego za dodatkową opłatą można wziąć prysznic.
Zaopatrzenie w prowiant robiliśmy w niezastąpionych marketach NETTO.

To tyle o noclegach - a teraz co zobaczyliśmy i co nas zachwyciło:

  • Przepiękne nadmorskie wybrzeże, które z każdej strony wyspy jest inne. Na początku trafiliśmy na leśne tereny z malowniczymi skarpami, po drodze mijaliśmy piaszczyste plaże, małe rybackie miasteczka, przystanie żeglarskie oraz surowe kamieniste nabrzeża.
  • Ruiny zamku Hammershus - robią wrażenie swoimi rozmiarami i widokami, które rozciągają się z najwyżej położonych jego punktów. Na terenie porozstawiane są tabliczki z opisami.
  • Wiatraki - począwszy od starych drewnianych, przez murowane, młyny wodne, kończąc na nowoczesnych zaopatrujących wyspę w energię.
  • Kościoły - malutkie, urocze oraz typowe dla Bornholmu rotundy. Cmentarze - kulturowo inne niż te w naszej ojczyźnie.
  • Rezerwaty przyrody - nadmorski ptasi rezerwat oraz przepiękny niewielki teren leśny w centrum wyspy. Na jego terenie pośród pagórków, dolinek, bagienek wytyczone są szlaki spacerowe. Mieliśmy okazję spotkać się oko w oko z tamtejszą zwierzyną
  • Charakterystyczna dla tego terenu architektura - mieszanka nowoczesnych miast z przepięknymi starówkami, malutkimi domkami.
  • Ogromne kamieniołomy z szafirowymi "jeziorkami".
  • Muzeum motoryzacji - ciekawy przerywnik w rowerowaniu.
  • ŚCIEŻKI ROWEROWE - wspaniałe, asfaltowe, po których śmigać to sama przyjemność.
  • Uprzejmość kierowców samochodów - nieoceniona.
  • Uczciwość ludzi - bezcenna ! Przykłady: można pozostawić rowery z dobytkiem bez zabezpieczeń przed sklepami, na polach namiotowych. Otwarte skrzyneczki na opłatę za pole namiotowe, uwierzcie mi to robi wrażenie.
  • Wschód słońca nad morzem, ptaszki budzące nas regularnie we wczesnych godzinach porannych.
  • Świetna atmosfera wspólnego biwakowania

4. Powrót

 Pełni wrażeń, szczęśliwi, opaleni wracaliśmy (po zażyciu magicznych pigułek na spokojne żeglowanie;) ) katamaranem do Kołobrzegu.
Choć przed wyjazdem byłam pełna obaw czy dam radę z całym ekwipunkiem podróżować, mogę powiedzieć z pełną odpowiedzialnością tym wahającym się, że to nic strasznego. Dobrze rozłożony bagaż w sakwach nie stanowi ciężaru.
Mnie ta wyprawa zachwyciła, do dzisiaj na samo wspomnienie czuję tęsknotę za takim podróżowaniem i chęć do jej powtórzenia, o czym zaświadczyć mogą znajomi

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 0 ).

POWER OF HOT SUN IN ALBANIA

?POWER OF HOT SUN IN ALBANIA ? Czyli opowieść
o rowerowaniu po górach Albanii?

         Nie wiem jak zacząć tą opowieść, to nie takie proste opisać przygody i czas, jaki spędzam na rowerze. Ale spróbują przybliżyć Wam wszystkim trochę inne rowerowanie niż to, które robicie wokół rudnika zaliczając okoliczne pipidówki. Tak samo jak Wy, ja także kocham rower i spędzam na nim sporo czasu.

         Od kilku lat staram się, co roku spędzać czas, wakacje, urlop na rowerze. W zeszłym roku przyszedł czas na podbicie Bałkan a dokładnie próbę pokonania i zdobycia gór małego Państwa na południu Europy, jakim jest Albania. Na początku kilka informacji, które mogą przydać się Wam wszystkich we własnych podróżach rowerowych.

         Jak się w ogóle dostałem z rowerem do Albanii? Sprawa prosta, z Grudziądza pojechałem rowerem do Jabłonowa tam z rowerem wsiadłem w pociąg do Wrocławia (kosztowało to niecałe 50 zł), z Wrocławia wspólnie z moimi trzema fantastycznymi kompanami mieliśmy ugadany autokar, który wiezie turystów do Grecji, takim autokarem wraz z rowerami (4 sztuki) złożonymi w luku bagażowym pojechaliśmy w kierunku Grecji przez Słowację, Węgry i Serbię do Macedonii. W Macedonii na trasie w okolicach stolicy Skopje wysiedliśmy na stacji paliwowej. Podróż kosztowała 300 zł + jakieś 30 zł za przewóz roweru. Czyli jakieś 330 zł kosztował dojazd w jedną stronę i to jest największy koszt takiego wypadu. W okresie letnim jest masa różnych autokarów, które pędzą z turystami do Grecji, podróż powrotna była ustawiona na telefon bo nikt z nas nie wiedział dokładnie którego dnia będziemy wracać. Więc umówiliśmy się że zadzwonimy do kierowcy autobusu za około 3 tygodnie i będziemy polować na powrót.

Czytaj więcej: POWER OF HOT SUN IN ALBANIA

Zaloguj się aby skomentować
Dodaj komentarz na Forum ( już dodano 0 ).