Moim problemem w latach wczesnodziecięcych było posiadanie 10 groszy. Tyle kosztowało zrobienie kółka naokoło dwóch bloków na rowerze właściciela - jedynego szczęśliwego posiadacza tego cuda...

Nie było zmiłuj, nie pomagały usilne prośby: "Daj się jechnąć. Później zapłacę". Nie było borgowania, nic na krechę
Kolejka chętnych i tak się ustawiała. Trwało przez pewien czas, aż i inni nie stali się "szczęśliwymi posiadaczami..." Wtedy interes pierwszego właściciela się skończył