Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie

TEMAT: Ile to się czasem trzeba namęczyć, żeby wyskoczyć na rower!

Ile to się czasem trzeba namęczyć, żeby wyskoczyć na rower! 2013/08/29 10:26 #10454

  • pieter
  • pieter Avatar
  • Wylogowany
  • Użytkownik jest zablokowany
  • Posty: 954
  • Otrzymane podziękowania: 622
  • Oklaski: -1
Bardzo zgrabny i obrazowy opis. Czyta się, jak dobrą literaturę. Z pewnością tIMOn jesteś bohaterem własnego dokumentu :) Prosimy o kolejne relacje, jak tylko coś rowerowego Ci się przydarzy.

Ile to się czasem trzeba namęczyć, żeby wyskoczyć na rower! 2013/08/28 13:23 #10431

  • Bartek
  • Bartek Avatar
  • Wylogowany
  • Roweromaniak
  • Amor patriae nostra lex
  • Posty: 1237
  • Otrzymane podziękowania: 1670
  • Oklaski: 28
Az sie chce wskoczyc na rower i tam pojechac jak sie to czyta:) Tym bardziej ,ze bywalem w tamtych okolicach na wakacjach i znam nieco te tereny - jak na razie z perspektywy samochodu.Ale kto wie...pasja rowerowa sie u mnie dopiero rozwija:) Dzieki za fajny opis:)
Amor patriae nostra lex

Ile to się czasem trzeba namęczyć, żeby wyskoczyć na rower! 2013/08/27 23:05 #10419

  • Matołek
  • Matołek Avatar
  • Wylogowany
  • Arcyklista
  • rowerzysta - turysta ((o:
  • Posty: 4194
  • Otrzymane podziękowania: 2376
  • Oklaski: 54

Ile to się czasem trzeba namęczyć, 
żeby wyskoczyć na rower!
 
            Wymyśliłem sobie, że moją podróż zacznę dzień wcześniej w Boriku. 
Lubię jeździć samochodem wieczorem. Lubię ten nastrój, kiedy w radiu gra dobra muzyka, a cały świat na zewnątrz jest w innych barwach. Lubię odbicia świateł nocnego życia na lakierze samochodów i lubię siedzieć wtedy w moim i jechać... 
W Bilard Klubie spotkałem znajomych i zapadając się w wygodnym fotelu wypełniałem swoją misję łyk po łyku. Moje intro do świata szarych skał i piękna, jakie się za nimi kryje ? kufel pysznego Velebitsko.
            Kiedy wkracza się w dorosłe życie nie jest już tak łatwo żyć marzeniami. Pamiętam, jak śmiałem się z kolegą na studiach, że jeśli oszczędzę trochę na piwie to pieniądze te wpakuję w jakiś grat rowerowy, o którym akurat myślałem. I jakoś mniej, więcej ale w tym stylu dało się to robić. Dziś takie numery ciężko przeforsować. Zwyczajnie za dużo obowiązków i ?wyższych celów? mi się w życiu namnożyło. Kiedyś było dla mnie nie do pomyślenia, żeby nie znaleźć czasu na rower...
Właśnie ta brutalna zmiana stała się dla mnie inspiracją, a do czego, przeczytacie za chwilę.
 
            Kilka dni temu z pokładu zeszli moi goście oznajmiając mi, że zobaczymy się za dziesięć dni. Tyle czasu jeszcze nigdy mi nie dali w tym sezonie. Po gonitwach z czasem, kiedy miałem dni tylko trzy, cztery, czasem pięć, ta liczba dziesięć aż świeciła.
Wiedziałem więc, że mam czas, pomysł, co z nim zrobić był gotowy już od kilku miesięcy.
Postanowiłem przywitać się z Velebitem w najlepszym możliwym stylu. Strażbenica!
Sobota była idealnym terminem na ten wyjazd, ale niestety tylko dla mnie. Reszta chłopaków zaplanowała sobie uroczą niedzielę z łomotaniem trasy zjazdowej na górze Celovac. Dlaczego nie chcieli jednego i drugiego? Potrafię ich zrozumieć, niech im będzie. 
Kiedy więc wracałem z Bilard Klubu w piątkowy wieczór, wiedziałem, że będę jechał sam. Czy mi się to podobało, czy nie...

Czytaj więcej...
Z miejscowości Wielkie Lniska, jedzie smutny rowerzysta,
Bo w Grudziądzu już niestety, rower trzeba wziąć na plecy ;) :P
Czas generowania strony: 0.272 s.