Witamy, Gość
Nazwa użytkownika: Hasło: Zapamiętaj mnie
  • Strona:
  • 1
  • 2

TEMAT: ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/28 18:45 #24983

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
ŁOBUZIA napisał:
w jedno na tych fotkach nie mogę uwierzyć - że jeszcze gdzieś zniwują w ten sposób stawiając snopki w sztygi ;)

Tak jeszcze żniwują w okolicy Suwałk :) Też trudno było mi uwierzyć w to, co widzę:) Zboże w sztygach i podrapane rżychem nogi to też kawał mojego dzieciństwa :)

paweł napisał:
Też jak co roku spędzę kilka dni urlopu na podobnej wyprawie ale w dwa rowery

Życzę udanej wyprawy:)
Za tę wiadomość podziękował(a): ŁOBUZIA

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/27 19:31 #24970

  • pawel
  • pawel Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 156
  • Otrzymane podziękowania: 205
  • Oklaski: 0
Super wyprawa.Po prostu zazdroszczę.Też jak co roku spędzę kilka dni urlopu na podobnej wyprawie ale w dwa rowery .Noclegi też zamawiamy na tanich kwaterach.Po przejechaniu 100 km trzeba się odświeżyć i wypocząć przed następnym dniem.Chyba każdy się zgodzi że z perspektywy rowerowego siodełka Polska to piękny kraj.Dzięki za fajną relację i zdjęcia.Pozdrowienia ze Świecia :ok:
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/27 18:48 #24969

  • ŁOBUZIA
  • ŁOBUZIA Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 158
  • Otrzymane podziękowania: 183
  • Oklaski: 3
Fajne fotki , taki uroczy klimacik.. . co nieco przypominają wakacje za dzieciaka , które często spędzałam u dziadków na wsi. :silly: i właśnie w jedno na tych fotkach nie mogę uwierzyć - że jeszcze gdzieś zniwują w ten sposób stawiając snopki w sztygi ;) i przypomniały mi się zaraz podrapane przedkolana od rżycha :woohoo: ( chyba tak to u mojej rodzinki na wsi nazywali), widzę i nie mogę się nadziwić ,że to teraźniejsze zdjęcie :silly: :woohoo: :ok:
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/26 23:19 #24958

  • sldtwa
  • sldtwa Avatar
  • Wylogowany
  • Rowerowy Zapaleniec
  • Posty: 771
  • Otrzymane podziękowania: 769
  • Oklaski: 22
Obejrzałem na spokojnie Twoje zdjęcia... Są świetnym uzupełnieniem Twoich relacji, a wiele z nich ma niepowtarzalny klimat... Zawsze Ci mówiłem, że fotografia to oko i ręka... :), a nie sprzęt :) I oczywiście miałem rację :laugh:
W nagrodę poproszę o kilka wybranych fotek w dużych rozdzielczościach. (Bar w Nurze oczywiście też). Ale to na priv :)
Jeszcze raz dzięki za Twoje relacje. Mam nadzieję, że teraz już podzielasz moje zdanie, że było warto :)
"W życiu na przekór wszystkiemu, trzeba robić głupstwa i mieć kaprysy".
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/26 16:48 #24952

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
Za tę wiadomość podziękował(a): Pietrek, Danka, Iza, sldtwa, ŁOBUZIA, MARCINHD, Gall, chunk

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/25 22:35 #24942

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
Widzę, że temat wciąż jeszcze "żyje", piszecie, komentujecie... :) Miło mi. Dzięki za wszystkie ciepłe słowa. Tak, przejechałam dużo kilometrów, ale rower i poznawanie świata z siodełka rowerowego to coś, co bardzo, ale to bardzo lubię. Dlatego nie patrzę na tę moją wyprawę jak na wyczyn. Przez 10 dni jeździłam rowerem, robiłam to, co lubię i tak, jak lubię najbardziej, czyli od rana do wieczora, z poczuciem, że jestem wolna, mogę jechać gdzie chcę...Choć oczywiście jakieś ramy i plan ta moja wyprawa miała. Nie było to jeżdżenie całkiem na wariata, ale też nie po dokładnie zaplanowanej trasie. Tak nie jeżdżę, bo chyba tak jeździć nie umiem. :) I nic by się nie stało, gdybym nie dojechała na nocleg w zaplanowane miejsce i nocowała całkiem gdzie indziej. Tak, ŁOBUZIU:), nie brakowało mi szczęścia i wolności podczas tych 10 dni.:) A odwaga? Na razie, i niech tak zostanie, nie mam przykrych doświadczeń związanych z takim samotnym włóczeniem się rowerem po Polsce. Ani mój rower, ani mój organizm, ani ludzie po drodze mnie nie zawiedli. Dlatego nie czuję, że robię coś, do czego trzeba dużo odwagi. Czy silna ze mnie baba...rower mnie nie męczy. Mogę przejechać sporo kilometrów dzień po dniu, swoim tempem, swoim rytmem, i nie mam tego jeżdżenia dość. Lubię jeździć sama, bo jadę wtedy tak, jak chcę, szybciej, wolniej, całkiem wolno, ale też mam chyba naturę samotnicy i czasem lubię pobyć sama ze sobą. Rower mnie nie męczy, co nie znaczy, że wieczorem nie czułam przejechanych kilometrów, ale to wieczorne zmęczenie po dniu na rowerze też lubię. Bardzo:) Czytającym moje pisanie, czekającym na nie (MARCINHD :)) dzięki wielkie za zainteresowanie tym, co piszę. I za miłe słowa o nim. Ale Chunk...no chyba jednak przesadziłeś z tą autorką lektur szkolnych...:) Nie byłoby opisów każdego dnia mojej wyprawy, gdyby nie upór sldtwa :) Jak już, po jego nieznośnym marudzeniu, w końcu zgodziłam się pisać, to okazało się, że mam problemy techniczne. Z internetem na kwaterach było różnie. Czasem go nie było wcale. Dlatego pisałam w Wordzie, gotową notatkę wysyłałam mailem do Andrzeja po drodze, korzystając z tego, że mój tabletowy internet chodził akurat dobrze, a on to umieszczał na GSR. Dzięki sldtwa.:) Za wspieranie telefoniczne też.:) Jeszcze raz wielkie dzięki wszystkim, którzy czytali, komentowali, klikali podziękowania, czyli jakoś byli ze mną podczas tych 10 dni. :) Fotki będą jak je trochę uporządkuję. Z tym, że na fotkach jest to, co mnie interesuje najbardziej, czyli krajobraz, krajobraz, krajobraz, i czasem architektura. :)
Za tę wiadomość podziękował(a): wojtino, Bartek, pieter, Iza, sldtwa, ŁOBUZIA, MARCINHD, Gall, chunk

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/25 15:09 #24935

  • MARCINHD
  • MARCINHD Avatar
  • Wylogowany
  • Roweromaniak
  • eksploracja, fotografia,rower,wypady extremalne :)
  • Posty: 1676
  • Otrzymane podziękowania: 1128
  • Oklaski: 9
Marysiu.... przekonałem się na 300 że twarda z Ciebie kobieta... ale ponad tysiąc kilometrów co podliczył skrupulatnie Andrzej... w zaledwie dziesięć dni wymaga nie lada zacięcia i odporności oraz siły... chylę czoła i podziwiam Twoją wyprawę... i nie ukrywam że każdego dnia czekałem na Twoją relację :) pozdrawiam :)
" ... Śmiejcie się ze mnie, bo jestem inny. Ja będę się śmiał z Was, bo wszyscy jesteście tacy sami ... "
Jonathan Davis
Najwięcej do powiedzenia o nas mają osoby, które najmniej nas znają, i najmniej o nas wiedzą... jak na ironię losu;)
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/25 09:29 #24934

  • ŁOBUZIA
  • ŁOBUZIA Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 158
  • Otrzymane podziękowania: 183
  • Oklaski: 3
Tyle km , czad... silna z Ciebie kobialka ;). chyba bym nie dala rady tyle dni krecic... jest takie powiedzenie :" Podstawa szczescia jest wolnosc ,a podstawa wolnosci odwaga." Mysle , ze w tej Twojej wyprawie nie brakowalo Ci szczescia i wolnosci, no a juz o odwadze nie ma co wspominac :whistle: :ohmy :laugh: zycze Ci sil na nastepne wyprawy , bo napewno juz Ci chodza po glowie i tez chetnie zerkne na fotki z wyprawy...pozdrowerki :lol: :silly:
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/24 22:53 #24933

  • sldtwa
  • sldtwa Avatar
  • Wylogowany
  • Rowerowy Zapaleniec
  • Posty: 771
  • Otrzymane podziękowania: 769
  • Oklaski: 22
Piękna podróż Marysiu i wspaniałe opisy... Policzyłem :) :1.062 km pięknej Polski. Super są te Twoje samotne wyprawy. Czekam jeszcze na obiecane zdjęcia :)
"W życiu na przekór wszystkiemu, trzeba robić głupstwa i mieć kaprysy".
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/24 19:58 #24932

  • piowini
  • piowini Avatar
  • Wylogowany
  • Stały Bywalec
  • Posty: 411
  • Otrzymane podziękowania: 319
  • Oklaski: 7
"Jadę na Kruklanki ciesząc się mazurskimi widokami i ...."

parę lat temu rowerem też tam byłem, nocowałem, wino i piwo pod wędzoną sieję piłem :) Ale też smakowałem kwas chlebowy i podpiwek kupiony w tamtejszym sklepie. Co prawda w smaku były takie same, za to różniły się niewiele ceną i (bardzo) etykietkami. Obydwa za to smaczne i równo za słodkie wspaniałe. Pamiętam piękny widok ze zburzonego wiaduktu.... :)
jazda rowerem ma być przyjemnością a nie walką
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/24 19:44 #24931

  • j23
  • j23 Avatar
  • Wylogowany
  • Rowerowy Zapaleniec
  • turystyka i rower - dwie nierozłączne pasje.
  • Posty: 573
  • Otrzymane podziękowania: 620
  • Oklaski: 0
Marysia O. napisał:
Moja 16...wiele lat temu...rosły przy niej stare drzewa...i pewnie nie nazywała się wtedy DK 16..:)
... Reszta, czyli 70 km "szesnastką" to była masakra. ...
Ciężarówka, jedna, dwie, trzy, jedna za drugą, a za ciężarówkami stado osobowych, jak wilki, chcące dopaść ofiarę, dopaść, wyprzedzić, pognać dalej...
Nigdy więcej rowerem "szesnastką"!
I pomyśleć, że moja pierwsza dłuższa trasa rowerowa (88 km) wiodła właśnie 16 - ale miałem więcej szczęścia - spotkane samochody mogłem zliczyć na palcach jednej ręki. Fakt, że to była czerwcowa sobota 1970 roku.
Tylko drogi. tylko drogi żal.
Wielki SZACUN, że dałaś radę krążownikom szos. :evil:
Zwykły rower jest pojazdem napędzanym siłą mięśni.
Rower jadący pod górę jest pojazdem napędzanym siłą woli.
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/24 19:00 #24928

  • Bartek
  • Bartek Avatar
  • Wylogowany
  • Roweromaniak
  • Amor patriae nostra lex
  • Posty: 1237
  • Otrzymane podziękowania: 1670
  • Oklaski: 28
Marysia O. napisał:
No tak, kilka kilometrów temu był rozjazd i drogowskazy Sulimy i Giżycko. Bez namysłu i spojrzenia na mape wybrałam Giżycko, bo przecież tam chce jechać. A rowerzysta jednak nie zawsze powinien ufać drogowskazom stworzonym dla tych, co jeżdżą pojazdami na czterech kołach.
W Giżycku tłumy ludzi, w Giżycku ciasno i duszno. Wieży widokowej podobnej do tej w Gołdapi postanawiam jednak nie szukać, choć widoki z wysokości 40 metrów na te wszystkie jeziora porozrzucane wokół miasta muszą być fantastyczne, rzut okiem na twierdzę Boyen, skoro już mnie tu drogi zaprowadziły, rzut okiem na Śniardwy i uciekam z Giżycka tam, gdzie Mazury cudne, bo ciche, spokojne.
Jadę do Mikołajek. Cudne Mazury, choć z pewnością nie te najcudowniejsze, widziałam z drogi numer 643 długo biegnącej brzegiem jezior Niegocin, Boczne, Jagodne. A w Szymonce, gdzie droga zamienia się w bajeczny zielony lipowy tunel tak te lipy pachniały... :)

W koncu znane mi tereny :) Pozdrowienia
Amor patriae nostra lex
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/24 05:46 #24914

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
Dzień dziesiąty, czyli ostatni - 22 lipca 2015

Najkrótszą drogą do Olsztyna

Najkrótsza droga spod Mikołajek do Olsztyna...
Gapię się na mapę i gapię, jak ciele na malowane wrota, nic nie widzę, bo chyba nie chciałam zobaczyć innej drogi niż ... DK16.
Najkrócej będzie krajową 16 - zdecydowałam.
I chyba mi rozum odjęło! Miłośniczka bocznych dróg wybiera DK16 i zamierza nią jechać na odcinku, gdzie ruch na niej największy...
A może odezwały się we mnie jakieś dawne sentymenty...?
No bo przecież to tę drogę, tyle, że nie pod Mikołajkami a jakieś 180 km dalej, w Łasinie, widziałam z okien mojego rodzinnego domu, to nią maszerowałam przez 12 lat do szkoły i ze szkoły, w słońcu, deszczu, śnieżnych zawiejach, i moja licealna miłość odprowadzała mnie do domu "szesnastką"...
Moja 16...wiele lat temu...rosły przy niej stare drzewa...i pewnie nie nazywała się wtedy DK 16..:)
Wybór DK 16 jako drogi spod Mikołajek do Olsztyna w lipcu 2015 roku zawsze będę nazywać moim najgłupszym rowerowym pomysłem.
Rowerowo ten dzień uratowało tylko 16 km przejechanych z Jackiem niebanalną dojazdówką szutrami i bocznymi asfaltami z Zełwągów do DK16 w okolicach Baranowa.
Wielkie dzięki, Jacek za odprowadzenie :)
Reszta, czyli 70 km "szesnastką" to była masakra. Do Biskupca droga jest na niektórych odcinkach katastrofalnej jakości, wąska, z wielkim garbem, po którym rower nie pojedzie i trzeba zjechać z asfaltu na piaszczyste pobocze (albo pod koła ciężarówek), z dziurami i piekielnym ruchem.
Ciężarówka, jedna, dwie, trzy, jedna za drugą, a za ciężarówkami stado osobowych, jak wilki, chcące dopaść ofiarę, dopaść, wyprzedzić, pognać dalej... Od Biskupca, gdzie przebudowana "szesnastka" robi się szeroka, wygodna, bo dobrze wyprofilowana i podjazdy nie są męczące, z szerokim asfaltowym poboczem, na którym rowerzysta może czuć się bezpiecznie, jedzie się niby dobrze, ale w nieustannym ryku pędzących aut, który staje się szybko nie do zniesienia.
Nigdy więcej rowerem "szesnastką"!
Ale do Olsztyna dojechałam. Nacieszyłam się urodą tego miasta Przymknełam oko na rozkopane ulice, bo Olsztyn buduje sobie tramwaje od podstaw...co jest niezwykłe. W mieście, w którym mieszkam, mieście z tradycjami tramwajowymi sięgającymi końca XIX wieku kilka lat temu zlikwidowano ostatnią linie tramwajową.
I nie zginęłam na najkrótszej drodze z Mikołajek do wrót... Warmii... czyli krainy szóstej...której w moich planach rowerowych na to lato już nie mam.

I tak minął dzień dziesiąty - ostatni dzień rowerowania przez Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzne i Mazury.

I tyle tego mojego "stwarzania" rowerowego świata na ten rok :)

Dzięki Wszystkim, którzy towarzyszyli mi w drodze czytając to moje pisanie... :) Dodawaliście mi otuchy :)
Za tę wiadomość podziękował(a): wojtino, piowini, Bartek, Pietrek, Iza, sldtwa, ŁOBUZIA, MARCINHD, Gall, chunk

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/24 05:35 #24913

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
Dzień dziewiąty - 21 lipca 2015

Hej, Mazury jak wy cudne...

Cudne, ale nie wszędzie.
Ruszam z Gołdapi leniwie. Jeszcze zakupy, jeszcze poszukać Informacji Turystycznej, bo może mają ciekawe mapy.
No i jeszcze wejść na wieżę widokową. Idę na wieżę i nie żałuję wydanych na to całych 10 zł. Wieża widokowa w Gołdapi to dawna wieża ciśnień. Piękna, z czerwonej ceramicznej cegły, z kopulastym dachem. Kupił ją jakiś bogaty miłośnik tego typu budowli i zrobił z niej cacko. W środku siedem kondygnacji, muzeum, czyli różne staroście, w tym stare fotografie, które tak lubię (rodzinne, stare przedwojenne zdjęcia Gołdapi), wszystko pięknie wyeksponowane, klimatyczna kawiarnia. Z wysokości 46 metrów jest fantastyczny widok na Mazury. Wieża zrobiła na mnie duże wrażenie. I pomyślałam, że miała dużo szczęścia. Tego szczęścia brakuje wieży w Gliwicach, innej, ale równie pięknej. Fantastyczne pomysły kolejnych właścicieli na to, co z nią zrobić kończą się tym, że budowla jest w coraz gorszym stanie. Ale to inna historia:)
Jadę przez Skocze, Juchnajcie, Rogale do Bani Mazurskich asfaltami w typie bocznych asfaltow warmińsko mazurskich, czyli drogami gdzie dziura na dziurze, łata na łacie i mam przegląd mas bitumicznych, z których taką łatę można zrobić. W Baniach w cieniu kościoła (bo mocno grzeje) krótki odpoczynek - batonik, cola, czyli posiłek regeneracyjny, rzut okiem na mapę, bo czas zacząć zjeżdżać w dół, jeśli chcę dotrzeć tego dnia w okolice Mikołajek.
Jadę na Kruklanki ciesząc się mazurskimi widokami i wypatrując starego - starych domów, starych budynków. Czasem udaje się wypatrzeć perełke. W Jakunowku jest piękny dom z czerwonej cegly zbudowany w 1920. Dom niszczeje i zarasta krzakami. Gdybym była bogata...To pewie nie umialabym zdecydować się, który stary dom, starą stacyjke, stary młyn kupić i uratować.:)
Hej, Mazury, jak wy cudne...
Ale nie wszędzie jest cudnie. Z Kruklanek jadę do Giżycka. Droga na Pieczonki spokojna, słoneczko przygrzewa, mijam miejscowość Zielony Gaj i z pieśnią "W zielonyrm gaju, ptaszki śpiewają.?" na ustach wjeżdżam....na krajową 63.
Czar Mazur prysł, musze skupić się na przeżyciu wśród aut pędzących z prędkościami ponaddźwiękowymi. No i dlaczego ja tu jestem...Przecież boczne drogi miały mnie zaprowadzić do samego Giżycka...
No tak, kilka kilometrów temu był rozjazd i drogowskazy Sulimy i Giżycko. Bez namysłu i spojrzenia na mape wybrałam Giżycko, bo przecież tam chce jechać. A rowerzysta jednak nie zawsze powinien ufać drogowskazom stworzonym dla tych, co jeżdżą pojazdami na czterech kołach.
W Giżycku tłumy ludzi, w Giżycku ciasno i duszno. Wieży widokowej podobnej do tej w Gołdapi postanawiam jednak nie szukać, choć widoki z wysokości 40 metrów na te wszystkie jeziora porozrzucane wokół miasta muszą być fantastyczne, rzut okiem na twierdzę Boyen, skoro już mnie tu drogi zaprowadziły, rzut okiem na Niegocin i uciekam z Giżycka tam, gdzie Mazury cudne, bo ciche, spokojne.
Jadę do Mikołajek. Cudne Mazury, choć z pewnością nie te najcudowniejsze, widziałam z drogi numer 643 długo biegnącej brzegiem jezior Niegocin, Boczne, Jagodne. A w Szymonce, gdzie droga zamienia się w bajeczny zielony lipowy tunel tak te lipy pachniały...
Dojedżam do krajowej 16 i znów mnie krajowa skutecznie leczy z wszelkiego zachwycania się. Wieczór, ruch nie taki wielki, ale droga nudna, dłużąca sie niemiłosiernie, choć mam jej do przejechania tylko kilkanaście kilometrow i biegnąca przez wyjątkowo brzydkie okolice. To też Mazury?
Do tego jeszcze wyszła wielka ciemna chmura, zaczyna kropić deszcz. Robi się nieprzyjemnie.
Do Mikojajek dotarłam o zmierzchu. Przejazd przez miasto i jade dalej. Jeszcze kilka kilometrow. W Zełwągach czekają na mnie Iza i Jacek, u nich nocuje. A potem było ognisko, kiełbaski i piwko i niebo gwiaździste, czli miły wieczor z fajnymi ludźmi tam, gdzie Mazury cudne.

I tak zapadł wieczór i zaświtał poranek - dzień dziewiąty:)
Za tę wiadomość podziękował(a): wojtino, Bartek, Pietrek, Iza, sldtwa, ŁOBUZIA, MARCINHD, Gall, chunk

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/24 00:19 #24912

  • ŁOBUZIA
  • ŁOBUZIA Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 158
  • Otrzymane podziękowania: 183
  • Oklaski: 3
Niezla wyprawa , podziwiam i marze narazie o swojej :silly: dzieki Twoim opisom mozna bez zdjec po czesci wedrowac z Toba. pozdrowerki :ok:
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/21 15:31 #24875

  • sldtwa
  • sldtwa Avatar
  • Wylogowany
  • Rowerowy Zapaleniec
  • Posty: 771
  • Otrzymane podziękowania: 769
  • Oklaski: 22
Marysia O. napisał:
Moja miłość mnie przeczołgała, skopała, dała porządnie w kość i wypluła o godzinie 22 w Gołdapi na Mazurach, u wrót krainy piątej.

Prawdziwa miłość musi być wymagająca :evil: sama widzisz :laugh:
"W życiu na przekór wszystkiemu, trzeba robić głupstwa i mieć kaprysy".
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/21 15:06 #24871

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
Dzień ósmy - 20 lipca 2015

Suwalszczyzna moja miłość...

Moja miłość mnie przeczołgała, skopała, dała porządnie w kość i wypluła o godzinie 22 w Gołdapi na Mazurach, u wrót krainy piątej.
Suwalszczyzna, do której wzychałam, o ktorej lata marzyłam, do której tęskniłam, a będąc daleko dla ukojenia tęsknoty przekopywałam internet w poszukiwaniu zdjęć, gdzie byłaby ona...Ach, pojechać na Suwalszczyzne, zobaczyć ją...Niewdzięczna! :)
Poranek nad Wigrami chłodny, widzę ciężkie chmury przewalajce się nisko nad taflą jeziora, jachty na przystani niespokojne, targane wiatrem....Paskudnie. Szkoda, bo przecież dziś Suwalszczyzna, ta, której jeszcze nie widziałam.
Nigdy jeszcze nie byłam w okolicach na północ od Suwałk, gdzie ta kraina pokazuje się w swej największej krasie.
Ruszam ze Starego Folwarku, chłodno, mży deszcz, wieje nieprzyjemny wiatr. I te ciemne chmury... Zaraz lunie deszcz?
Z szosy sejneńskiej skręcam na Leszczewo. Dwóch miejscowych rowerzystów radzi mi szybko się schować, bo "widzi pani jak tam siwo?, tam już leje". Ale gdzie się schować...?" Pani idzie pod wieżę. Wieża jedyny ratunek" - mówią mi, pięknie po tutejszemu zaciągając.
Lubię słuchać jak ludzie tu mówią, tak inaczej, śpiewnie. Chowam się pod wieżę widokową. I może dobrze, że musiałam się schować przed deszczem, bo pewnie ominęłabym tę wieżę, a był z niej fantastyczny widok na klasztor w Wigrach.
Przestaje padać, jeszcze jedno spojrzenie na wigierską kamedolię i trzeba wreszcie jechać. Czas ucieka, jest jedenasta a ja mam przejechane dwa kilometry.
Znajduje czerwony szlak rowerowy i przez las trasą godną wyścigów MTB docieram do Okuniowca.
Dalej też staram się trzymać czerwonego szlaku rowerowego, bo on najszybciej powinien zaprowadzić mnie w okolice, które chcę zobaczyć. Ale nie trzymam się go kurczowo. Jeśli widzę na mapie, że gdzieś dotrę asfaltem zostawiam szlak biegnący piaszczystą drogą a wybieram asfalt.
Pogoda całkiem znośna. Wydaje się nawet, że idzie ku lepszemu. Dużo chmur, niskich, wyższych, ciemnych, jasnych, ale między nimi sporo błękitnych dziur. Tylko zaczyna wiać, coraz mocniej i mocniej, aż mam regularne wiatrzysko prosto w gębę i to jak bym nie pojechała...
Jadę szutrowkami (z muldami od amortyzatorów:) ), teren piekielnie trudny, wciąż pod górki, co kawałek schodze z roweru, bo nie daję rady jechać pod górę, pod silny wiatr, po muldach. Ale widoki dookoła takie, że dech zapierają.
Co też ten Pan Bog tu postwarzał....:)
Do tego na niebie koncert niesamowicie różnych chmur gnanych wiatrem. Więc widokowo dech zaparty, rowerowo też dech zaparty.
Suwalszczyzna daje mi popalić.:)
A potem duża granatowa chmura widowiskowo pedzona wiatrem zmieniła się w ogromną chmurę...W sekundach zrobiło się siwo, lunał deszcz a wiatrzysko przyginało drzewa do ziemi. Kurtka przeciwdeszczowa chroni mnie do tyłka, reszta mokrusienka.
Zdążyłam zabezpieczyć sakwy pokrowcem. Jest nadzieja, że uchowam w nich suche rzeczy.
Suwalszczyzno moja wymarzona, czemu mi to robisz....?
Wreszcie nawałnica mija. Ale ja mam dość. Jest zimno, jestem mokra, wieje...
Szukam najkrótszej drogi do wojewódzkiej 651 na Gołdap i byle szybciej być na kwaterze.
Docieram do Jeleniewa, stamtąd szosą na Szurpiły i Kruszki (śliczne te nazwy), kieruje się w stronę drogi na Gołdap. Ale nie dotarlam do niej szybko, dotarlam do niej paskudnie późno i to nie gdzieś między Żytkiejnami a Dubeninkami, ale w Rudce Tartak, skąd mam do Gołdapi ponad 50 km. Czemu? Bo mnie uwiodła ta niewdzięczna Suwalszczyzna. :)
Pogoda się poprawiła, portki mi przeschły, na niebie zjawiskowy koncert chmur, wiatr zelżał..Dwa kilometry od mojej drogi jest molenna staroobrzędowców w Wodziłkach...No jak nie zajechać i nie zobaczyć...?
Zjeżdżam z asfaltu i....daję się uwieść fantastycznym widokom i prowadzić drogom.
Kto nie widział Suwalszczyzny w okolicach Wodziłek, Łopuchowa, Gulbieniszek ten nic o niej nie wie.
Okolice Wigier to jednak coś innego.
Ze stanu zachwycenia wyrwała mnie dopiero kolejna ulewa, tym razem nie taka całkiem przejściowa. Leje jak z cebra, chowam się na przystanku autobusowym, sprawdzam endo i mapy....Ups ... Jestem jakby zupełnie nie tam, gdzie powinnam...
Nie ma sensu stać na tym przystanku, nie wygląda na to, żeby miało zaraz przestać padać. I nie ma sensu szukać skrótów do drogi 651. Jadę w deszczu główną drogą na Rudkę Tartak i tam wjade na 651.
A do celu mam jakieś ponad 60 km...Jest 18...Że aż tyle wtedy nie wiedziałam. Pierwsza tablica z odległością była dużo dalej i przeczytałam na niej Gołdap 44 km.
Drogi nie zaprowadziły mnie nad jezioro Hańcza (trzeba będzie kiedyś tu wrócić), ale wiadukty w Stańczykach mimo późnej pory zobaczyłam. :)
Skrajem Puszczy Rominckiej nie przejechałam, raczej przeleciam. Na ostatnich kilometrach miałam chyba całkiem niezłe czasy.
Oj ty, moja Suwalszczyzno... Upragnioną tablicę Gołdap minęłam o godzinie 22.

To już ósmy dzień stwarzam ten mój świat...:)

I tak zapadł wieczór i poranek - dzień ósmy.
Za tę wiadomość podziękował(a): wojtino, Bartek, Pietrek, Iza, sldtwa, ŁOBUZIA, MARCINHD, Gall, chunk

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/21 02:34 #24852

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
Dzień siódmy - 19 lipca 2015

Odpocząć dnia siódmego po całym swym trudzie.

Odpocząć, zrobić przepierkę (nie zmieniam dziś kwatery, więc wyschnie), podleczyć opryszczkę, która ozdobiła mnie, pewnie z tego trudu i czerwony poparzony słońcem nos (nie chciało mi się poszukać w sakwach kremu z filtrem).
I nacieszyć się Wigrami, nacieszyć się miejscem absolutnie magicznym.
Niedzielny ranek budzi mnie słońcem. Spoglądam na jezioro, jachty na przystani stoją spokojne, wodne ptactwo pokrzykuje....Taki piękny ten świat, taka piękna ta kraina...
Zbieram się powoli. Jadę do Wigier. Jadę do kamedoli na Wigrach na mszę, jade pochodzić po klasztorze, zajrzeć w uliczki z eremami...
W Wigrach tłumy ludzi, niedziela, wakacje. O ciszę i spokój trudno, ale pokamedulski klasztor nawet w taką gwarna letnią niedziele robi niesamowite wrażenie. Miejsce magiczne. :)
Jeśli Wigry, to koniecznie wigierskie pierogi. Z tymi, teraz już słynnymi pierogami, to ciekawa historia. Wigierska gospodyni domowa zaczęła sprzedawać turystom pierogi, które od zawsze serwowala domownikom, ot takie zwykle pierogi, które lepila czasem na obiad.
Pierogi zrobiły furorę. W Wigrach idą jak woda. Przy przyczepie campingowej, w której pani Teresa Biziewska smaży swoje pierogi i je sprzedaje zawsze są chętni, żeby spróbować tego specjalu. Z serem, jagodami, rabarbarem, brzoskwinią, ciepłe, chrupiace, rewelacyjne...
Wigierskie pierogi Biziewskiej wygrywają różne festiwale smaków i zrobily się znane. Uwielbiam je, zwłaszcza te z serem, bo...przypominają mi pierogi mojej mamy. Moja mama i pani Teresa z Wigier robią pierogi, których się w ogóle nie gotuje, a jedynie smaży. Kiedy czasem komuś mówiłam o pierogach z serem mojej mamy, smażonych bez gotowania, to byli zdziwieni. No bo jak to... Nie gotować pierogów? W Wigrach przyczepke z pierogami łatwo znaleźć. Jest przy drodze do klasztoru.
Leniwa niedziela...Pogoda prześliczna....
Wpadnę do Suwałk. Lubię Suwałki a w słoneczne letnie popoludnie miasto prezentuje się szczególnie uroczo. Ludzie spacerują, dzieciaki taplaja się w fontannach, na ławeczkach w parku przytulone pary, wszędzie dużo kwiatów, które ślicznie zdobią miasto.
Suwałki? Polubić Suwałki? Podobno nie każdy może...A ja lubię. I mogłabym je lubić nawet w deszczowy listopadowy dzień...Chyba tak...choć tego nie sprawdzałam. :)
Wracam do Starego Folwarku, ale ta niechęć do powtarzania dróg... :laugh:
Poza tym droga na Sejny ruchliwa...Jeśli przyjade tu za rok pewnie będą już gotowe rewelacyjne drogi rowerowe, które budują przy wojewódzkiej 653. Wtedy z Suwałk będzie można bezpiecznie i szybko śmigać nad Wigry i dalej. Ale na razie to wszystko jest w budowie.
Pojade przez Sobolewo, Płociczno, Bryzgiel, czyli dookoła świata, a właściwie jeziora Wigry. Ale przecież mam czas, nigdzie się nie spieszę, odpoczywam od roweru....na rowerze.:)
Wieczór, dzień siódmy...
Pan Bóg w sześć dni stworzył tysiące, tysiące krain, ja w sześć dni ledwie musnelam cztery...
Odpoczęłam siódmego a ósmego jade dalej, zobaczyć co też jeszcze ten Pan Bóg nastwarzał. :)
A rower nadaje się do tego najlepiej, bo pieszo za wolno, a samochodem za szybko :)

No i ... zapadł wieczór i zaświtał poranek - dzień siódmy.
Za tę wiadomość podziękował(a): Matołek, wojtino, piowini, Bartek, Pietrek, Danka, Iza, sldtwa, ŁOBUZIA, MARCINHD, Gall, chunk

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/20 11:19 #24831

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
Dzień szósty - 18 lipca 2015

Gdzie mnie powiedzie skrajem dróg, zygzakowaty życia sznur...

Jadę gdzie mnie powiodą drogi - wstaje z taką myślą.
Na noclegu w Rajgrodzie słońce budzi mnie po czwartej, wyglądam przez okno...
Boże, jak pięknie! Mam widok na jezioro i właśnie wschodzi słońce.
Nie wstalam o czwartej. Wróciłam do łóżka.
Leniwe zbieranie się do drogi zaczęłam koło dziewiątej. Etap dziś krótki, mniej niż 100 km. Nie trzeba się spieszyć. Od rana bardzo ciepło, niebo leciutko zamglone, jak to przy upale. Pogoda jest dla mnie łaskawa. Zmokłam tylko pierwszego dnia.
Ruszam. Zjechać z głównej drogi na lewo i niech mnie drogi niosą. I niosą, a ja daję się nieść. Z górki pod górkę, z górki pod górkęj, teren mocno pofałdowany, ale inaczej niż na Podlasiu. To już naprawdę inna kraina. Dawna kraina Jaćwingów. Ostre podjazdy, ale po nich ostre zjazdy i te zjazdy zanoszą mnie prawie na same szczyty podjazdów.
Górki się pięknie "kładą".
Oglądam się czasem za siebie i długo widze strzeliste wieże kościoła w Rajgrodzie. W końcu wieże znikają a ja zagladam do endo...No, fajnie mnie te drogi niosą gdzie chcą....
Ale ja właściwie muszę w stronę Augustowa...A tu Ełk coraz bliżej, Augustów coraz dalej, zostaje jakoś z boku...Trzeba "przeliczyć" trasę.Trzeba gdzies skręcić w prawo, trzeba zawrócić, ale przecież nie tą samą drogą. Na prawo jest polna droga, piękna, klasyczna polna droga, droga jak z obrazka.
Skręcam. Droga, choć polna dla roweru okazala sie calkiem wygodna a te widoki z niej...Achy i ochy wyrywały mi się z piersi co chwilę.
Do Augustowa pilnuje już endo i mapy, no bo niby w dzień szósty daję się prowadzić drogom , ale jednak chcę zjeść coś w Augustowie i nocować w Starym Folwarku nad Wigrami.
W Augustowie tłumy ludzi i nieznośny upał. Jem pierogi z mięsem (paskudne) i szybko uciekam z miasta. Tak szybko, że nie zatrzymałam się w żadnym spożywczym i jade bez zapasu picia, z resztką wody w butelce.
Jadę główną drogą w kierunku na Suwałki z zamiarem zjechania z niej najszybciej jak się da. I dało się. Jest szutrowa droga na prawo, jest drogowskaz Strekowizna. Skręcam.
Do Nowinki dojade leśnymi drogami - postanawiam.
Kierunek na Strękowiznę bardzo mi pasuje. Nie mam wody....ale przecież kupię w Nowince. Musi tam być jakiś spożywczy a będę tam niedługo.
Wjeżdżam w lasy.Leśne drogi prowadzą mnie we właściwym kierunku - widzę to na endo. Prowadzą i prowadzą aż przestały prowadzić, bo się dziwnym sposobem skończyły. Powinnam zawrócić...
Ale tak strasznie tego nie lubię.
No przecież musi być jakaś droga...
Są tylko tory kolejowe. Idę, bo jechać się nie da, wzdłuż torów kolejowych czymś , co jeszcze jest lekkim zarysem drogi...Ale i to się kończy. Rozsądek mówi zawróć, ale tak tego nie lubię...
Brnę przez trawy tuż przy nasypie kolejowym, widzę te stada kleszczy, które pewnie właśnie się we mnie wygryzają, wszystkie oczywiście z boleriozą i kleszczowym zapaleniem mózgu i tym mnie obficie częstują.
No przecież do cholery musi być zaraz jakaś droga, choć cień drogi na lewo od tych torów i dotre do Nowinki...
Idzie się ciężko, paskudnie ciężko... Może po torach będzie lżej...Gramolę się z rowerem na te tory, idę, a właściwie wlokę się zlana potem...Chce mi się pić...A jak będzie jechał pociąg...? A jak go nie usłyszę...? A jak nie zdążę zeskoczyć z torów...? rower z sakwami jest taki ciężki... A za mną wielka granatowa chmura...Będzie burza? Jeszcze burza? Taka śmierć?
Na pięknej Suwalszczyźnie, rozjechana przez pociąg gdzieś w lasach pod Nowinką... O Matko!...
I nagle... chyba widzę przejazd przez tory...Droga? Droga! :)Jak się okazało chwile później była to piękna pożarowa szutrowka nr 15. Przeczytalam na tabliczce. Wiedzialam, że DP 15 zaprowadzi mnie do samej Nowinki. Krotko po wjeździe w te lasy widziałam tablice z rozkladem dróg w tej okolicy.
Wjeżdżam na moją drogę wybawicielke, naciskam mocno na pedały, żeby tylko jak najszybciej od miejsca, gdzie strach mi zajrzał w oczy i słyszę gwizd pociagu...Głupi ma zawsze szczęście....:) Głupia też tym razem jeszcze miała szczęście.:)
"Gdzie mnie powiedzie skrajem dróg zykzakowaty życia sznur..." Przejąć pełną kontrole nad drogami ( i swoim życiem) i jechać prosto do Starego Folwarku - postanawiam.
I tego się trzymam. Tylko w Bryzglu mam mały dylemat...Objechać Wigry z prawej, czy z lewej...Ale znam drogi po prawej i po lewej. Jestem nad Wigrami, na drogach, które już kiedyś przejechałam. Skręcam w lewo. Przez Czerwony Krzyż, Mikołajewo sprawnie docieram do Starego Folwarku.
A kiedy w Mikołajewie zobaczyłam po raz pierwszy bryłę klasztoru w Wigrach...Wzruszenie ścisnęło mi gardło. Wigry to miejsce magiczne. Najprawdziwiej magiczne. :)

I tak zapadł wieczór i zaświtał poranek - dzień szósty.
Za tę wiadomość podziękował(a): Matołek, wojtino, piowini, Bartek, Pietrek, Iza, sldtwa, ŁOBUZIA, MARCINHD, Gall, chunk

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/19 23:24 #24829

  • Bartek
  • Bartek Avatar
  • Wylogowany
  • Roweromaniak
  • Amor patriae nostra lex
  • Posty: 1237
  • Otrzymane podziękowania: 1670
  • Oklaski: 28
Greenvelo to na razie duzo rysunkow na papierze a nie prawdziwy szlak:) Marysiu muldy biora sie z ruchu samochodow i drgan amortyzatorow-sprawa zbadana jakis czas temu przez naukowcow :)Sam podejrzewalem bogu ducha winne czolgi i spychacze :) Milo poczytac ,sam sie przymierzam za rok do tej trasy i twoje wskazowki i przetarcie szlaku jest bezcenne :) Zazdroszcze i pozdrawiam - szerokich szlakow bez muld...
Amor patriae nostra lex
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/19 22:10 #24827

  • .
  • . Avatar
Napotkane przez Ciebie fragmenty dróg rowerowych np w okolicach Supraśla to pewnie fragmenty Wschodniego Szlaku Rowerowego, po którym dużo sobie obiecuję. Będzie on przebiegał przez pięć województw a całkowita jego długość to, o ile dobrze pamiętam, ok. 2000 km. Ponieważ będzie on przebiegał przez interesujące Cię rejony podaję link do strony tego szlaku.
greenvelo.pl/

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/19 21:34 #24825

  • chunk
  • chunk Avatar
  • Wylogowany
  • Bywalec
  • Posty: 161
  • Otrzymane podziękowania: 229
  • Oklaski: 4
Marysiu! Gdybyś była autorką moich szkolnych lektur z pewnością przeczytałbym wszystkie a streszczenia omijał szerokim łukiem ;)
Zabrałaś mnie w odwiedzane przez Ciebie miejsca :)
Super! Pozdrawiam!
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/19 19:42 #24820

  • sldtwa
  • sldtwa Avatar
  • Wylogowany
  • Rowerowy Zapaleniec
  • Posty: 771
  • Otrzymane podziękowania: 769
  • Oklaski: 22
No nie!!! Marysiu! Tym przeczołgiwaniem się pod drutami pod napięciem i przeciąganiem za sobą roweru z sakwami naprawdę mi zaimponowałaś :woohoo:
To prawie jak przechodzenie pod zasiekami na polu minowym w światową wojnę :laugh:
Zresztą piszesz, że na łakach były krowy, więc pewnie i miny... :laugh:
"W życiu na przekór wszystkiemu, trzeba robić głupstwa i mieć kaprysy".
Za tę wiadomość podziękował(a): Marysia O.

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/19 19:11 #24817

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
Dzień piąty - 17 lipca 2015

Czasem lepiej nie trzymać się szlaku.

Czasem lepiej nie trzymać się szlaku i nie dokładać sobie zbędnych kilometrów. To był dzień pełen różnych emocji. Tych dobrych dostarczyły wielkie atrakcje przyrodnicze na mojej trasie, tych złych niepotrzebne trzymanie się wyznaczonych szlaków rowerowych, czyli znaków na drzewach i słupach. Myślenie o znaczkach zajęło mi dziś zdecydowanie zbyt wiele czasu. :)
Ruszam spod Tykocina, mijam Kiermusy, w których znajduje się prywatna hodowla żubrów i słynny Dworek nad Łąkami, hotel dla tych którzy chcieliby odpocząć w stylu sarmackim i ich na takie odpoczywanie stać.
Jadę spokojnie, cieszę się ciepłem i powietrzem, bo kwaterę miałam jakąś zimną, lekko wilgotną i zatechłą. I zaczynam szukać znaków żółtego szlaku rowerowego. Z mapy wynika, że gdzieś tu powinny już być. Znajduję wreszcie szlak we wsi Zawada, ale to ledwie jeden dawno nie odnawiany znak... Więc gdzie dalej? Decyduje, że pojade kawałek krajową 64, na szlak wjade dalej, gdzieś w okolicach Strekowej Góry.
A gdyby tak jeszcze troche dalej i zahaczyc o Wiznę.... Miejsce ważnej bitwy z września 1939, polskie Termopile....?
Ale jednak nie. Mam dziś dużo kilometrow do przejechania. Zjechalam z krajówki przy pierwszej możliwości skrętu w prawo, bo krajówkami jeździć nie lubię. Niebezpiecznie, widoki jakieś nie te, choć niby okolica ładna... I ku mojemu lekkiemu zaskoczeniu jestem na żółtym:)....jestem przez jakieś kilka kilometrów... A potem szlak znów mi znika. A niech go szlag!
Poradze sobie bez niego. Ale moja droga znów niebezpiecznie biegnie ku krajowej 64.
Nie, nie 64, więc....polną łąkami nad Narwią. Wśród pasacych się krów docieram do....elektrycznego pastucha. Przeczolguje się pod nim, przeciągam rower pod drutem z prądem i jadę samym brzegiem Narwi.
Gdybym jechała szlakiem nie miałabym takiej możliwości. Jest pięknie:)
Jest pięknie do czasu, kiedy drogę zagradza mi drewniane ogrodzenie...Ja przeszlabym w mig górą, ale co z rowerem? I co teraz? Może bokiem, przy samym brzegu rzeki? Nie da się a próba przejścia kończy się siniakami i zadrapaniami na nogach. Przyglądam się temu ogrodzeniu...no przecież to się otwiera, wystarczy zdjąć drut i jestem na piaszczystej drodze za ogrodzeniem a na drzewie widzę...znak żółtego szlaku rowerowego.:)
Ja znalazłam szlak czy szlak znalazł mnie?:) Niech go szlag...Na tym kończy się przygoda ze szlakiem żółtym a zaczyna z czerwonym, czyli z głównym rowerowym szlakiem Podlasia, zwanym Podlaskim Szlakiem Bocianim.
Znajduje go szybko i w miejscowości Laskowiec wjeżdżam na "autostradę łosiowa" (co kawałek mijam tablice dowcipnie ostrzegające przed spotkaniem z łosiem), czyli około 30 km bardzo dobrego asfatu z bardzo niewielkim ruchem, ktorym dojade do Twierdzy Osowiec. Jestem nad Biebrzą.I ostatecznie żegnam się z Narwią, która towarzyszyła mi od pierwszego dnia płynąc sobie blisko, czasem bardzo blisko moich dróg.
Czas na kraine Biebrzy. Z wieży widokowej po drodze do Osowca ogladam łąki nadbiebrzanskie, które ciągną się aż po horyzont. Przypominam sobie cudowne fotografie Wołkowa, na których te łąki pełne są kop siana z charakterystyczną żerdzią sterczacą z każdej kopy. Dziś już chyba takich widoków nikt nie zobaczy. Łąki kosi się nowocześnie, siano zbiera się nowocześnie. Tych łąk, które oglądam z wieży w ogóle się nie kosi, bo jest tam ostaja ptaszka, którego populacje odtwarza się w ramach jakiegoś specjalnego programu. Jak się ptaszek nazywa nie pamiętam.
Docieram do Twierdzy Osowiec. I trace czas na poszukiwanie kawałka twierdzy, który mogłabym zobaczyć. Nie znalazłam takiego, z rowerem nie dam rady wejść w las wąska ścieżka pod góre. W Osowcu jest Muzeum Twierdzy, ale na muzeum nie mam już czasu. Nie warto było zboczyć z drogi.
Jade do Goniądza. Tam może wreszcie zjem jakiś obiad. Pięć kilometrów do Goniądza pokonuje błyskawicznie nową, wygodną asfaltową drogą rowerową.
I błyskawicznie mijam Goniądz. Znalazłam w nim tylko budkę z lodami. Baru, restauracji, budki z czymś konkretnym do zjedzenia niestety nie. Może nie szukalam dokładnie, bo znów ważniejszy niż cokolwiek innego był znak czerwonego szlaku rowerowego..:) Jak tylko go zobaczyłam zgodnie z jego nakazem zjechalam z głównej drogi i znalazłam się na szutrowce rozpalonej słońcem, wśród dojrzewających pszenic. Tu restauracji na pewno nie będzie. I ten szlak...niech to szlag...Co mnie napadło, żeby się go z uporem maniaka trzymać... Trzeba było jechać wojewódzką 670, byle szybciej do miejscowości Nowe Dolistowo i tam dopiero zjechać na czerwony Podlaski Bociani. Ale tego dnia trzymam się szlaków:)
Dołożyłam sobie z 15 kilometrów przez jakieś Klewianki i Białosuknie , zafundowałam sobie ze trzy kilometry bruku, bo mi się szlak zgubił.... (Niech mi tyłek wybaczy moją głupotę:))
A poza tym...uroki podlaskiej wsi w piękne letnie popoludnie, może nie ma co żałować tych dodatkowych kilometrów. No i jeszcze dokonałam ważnego odkrycia. Przebijałam się przez kolejne wsie w porze powrotu krów z łąk na wieczorne dojenie. Zauważyłam, że w hodowli krów podlaskim rolnikom bardzo pomaga rower. Rolnik jedzie na pastwisko rowerem po swoje krowy a następnie te krowy idą grzecznie za, obok lub przed rolnikiem na rowerze. I gęsto walą kupy na drogę. Trzeba było uważać żeby nie wpaść w poślizg no i przepuszczać stadka krów, bo chyba to one miały pierwszeństwo na głównej drodze w swojej wsi.:)
Trochę zła na te dodatkowe kilometry (ciężkie, bo teren pagórkowaty a do tego dość mocno wiał wiatr) docieram wreszcie do Nowego Dolistowa i cieszę się na przejazd blisko brzegów Biebrzy.
Rzeczywiście, Podlaski Szlak Bociani przez jakieś sześć, siedem kilometrów biegnie dokładnie wzdłuż Biebrzy, czasem zaskakująco blisko brzegów. Widoki rewelacyjne, zielone rozległe łąki nadbiebrzańskie i sama Biebrza wijąca się jak modra wstążka wśród tych łąk. Przepiękne widoki rekompensowaly niewygody drogi - szutrowki z paskudnymi muldami. Nie mam nic przeciw szutrówkom, ale skąd się biorą na nich te paskudne muldy...? Trudno po tym jechać rowerem. Pojawienie się asfaltu, które oznaczało rozstanie się z uroczą Biebrzą powitałam jednak z ulgą.
A dalej...a dalej znów moje głupie trzymanie się szlaku, niepotrzebne dokładnie kilometrów, wieczór już bardzo bliski, a do Rajgrodu, gdzie mam nocleg wciąż daleko...Zrobiło się nerwowo.
Na nocleg dotarłam krótko przed 22, ostatnie cztery kilometry do Rajgrodu pokonałam ruchliwą DK 61 modląc się żeby mnie nie do rozjechały ciężarówki pędzące na Warszawę. Ale nim zjechałam w Barszczach na DK 61, kiedy wiedziałam, że do celu mam już tylko z dziesięć kilometrów po nerwowych chwilach przyszło uspokojenie i refleksja...
Podlasie za mną, pół godziny temu przejeżdżałm przecież przy śluzie Kanału Augustowskiego w Sosnówce, widziałam pierwsze prawdziwe jezioro na mojej trasie....Jestem u wrót Suwalszczyzny, krainy czwartej:)

I tak zapadł wieczór i zaświtał poranek - dzień piąty.
Za tę wiadomość podziękował(a): Matołek, wojtino, piowini, Bartek, Pietrek, Iza, sldtwa, ŁOBUZIA, MARCINHD, Gall, chunk

ROWEREM PRZEZ 5 KRAIN - Mazowsze, Kurpie, Podlasie, Suwalszczyzna, Mazury 2015/07/19 09:12 #24800

  • Marysia O.
  • Marysia O. Avatar
  • Wylogowany
  • Zaglądacz
  • Posty: 50
  • Otrzymane podziękowania: 366
  • Oklaski: 32
Dzień czwarty - 16 lipca 2015

Jeśli Podlasie to koniecznie Supraśl i Tykocin

Dzień czwarty w Białymstoku powitał mnie słońcem.
Tak, Białystok to raj dla rowerzystów. Takich dróg rowerowych nie widziałam jeszcze w żadnym polskim mieście. Są tu kilometry gładkich asfaltowych dwupasmowek dla rowerów.
Jadę na Supraśl. I znów jestem zaskoczona. Od Białegostoku do samego Supraśla jadę ścieżką rowerową.
Podjeżdżam pod supraślański monaster, podziwiam go z zewnątrz. Można wstąpić do Muzeum Ikon, ale nie wstępuje. Bilety strasznie drogie.
Szukam miejsca gdzie można zjeść coś podlaskiego. Kartacze, kiszka ziemniaczana... Znajduje bar Jarzębinka, w którym podobno serwuja najlepsze regionalne przysmaki, bo przygotowuje się je tam według starych sprawdzonych receptur. Zamawiam kartacze i nie rozczarowuje się. Są naprawdę pyszne.
Supraśl to na mapie mojej wędrówki po Podlasiu miejsce wysunięte najdalej na wschód. Tu mam szansę poczuć wielokulturowość tej krainy i zobaczyć to, co tak na wschodnich krańcach Podlasia lubie - cerkiew i kościół, krzyż prawosławny i katolicki stojące zgodnie tuż obok siebie.
Stąd już niedaleko do Kruszynian, gdzie żyją polscy Tatarzy, więc nie tylko kościoły i cerkwie, ale i meczety można tam zobaczyć. Tym razem jednak aż tak daleko na wschód nie jadę.
Supraśl to miejsce, które będąc w okolicach Bialegostoku trzeba odwiedzić koniecznie. Ja odwiedzam je jeszcze dlatego, że tam mieszkał Wiktor Wołkow. Wołkow to moim zdaniem najgenialniejszy fotograf Podlasia. Kiedy tęsknię do Podlasia oglądam fotografie Wołkowa.
Żegnam się z uroczym Supraślem i jade dalej.
Czas zaznać głuszy i ciszy puszczy. Jade więc zielonym szlakiem rowerowym w Puszczę Knyszyńską. Szlak zaprowadzi mnie do Czarnej Białostockiej, jeśli go nie zgubie i nie zgine w tej puszczy
Tak, była głusza i cisza i zobaczyłam majestat puszczy, ale dostałam też trochę w kość na tym szlaku. Wiatr prosto w twarz, leśny dukt i niezłe podjazdy co chwilę. :)
Z Puszczy Knyszyńskiej wpadam wrost do Biedronki w Czarnej Białostockiej. Uwielbiam Biedronki za ich doskonałą przewidywalność.Biedronka w Czarnej Białostockiej czy w Bystrzycy Kłodzkiej - towar dokładnie w tych samych miejscach. Kupuje więc błyskawicznie ciastko z morelką i ulubiony sok jabłkowy i jestem gotowa jechać dalej.
A dalej to urocze tereny na północ od Puszczy Knyszyńskiej. Krajobraz śliczny, pagórki, lasy, złote pola, pola kukurydziane, zielone łąki. Krajobraz rolniczy kukurydziano-krowi. I doskonałe drogi gminne, czyli puste gładkie asfalty.
I krzyże, krzyże przydrożne. Znów to, co tak lubię w krajobrazie Podlasia. Krzyże kute i drewniane, wysokie i niskie, nowe i spękane ze starości, często dwa, trzy obok siebie.
Tereny śliczne, pofałdowane, pagorkowate....A to oznacza liczne podjazdy:) Jade drogą 671 na Knyszyn i ...co chwilę widzę przed sobą Wielką Krokiew:) I jak się już na nią wdrapię , to żeby chociaż zjazd był długi...Ale nic z tego. Za jedna Wielką Krokwią zaraz następna. I tak było aż do Knyszyna , w którym zatrzymuje się tylko na moment przy pomniku Zygmunta Augusta.
Knyszyn, miasto królewskie, miejsce śmierci ostatniego Jagiellona...Ale nie mam czasu na wszystkie atrakcje Knyszyna, bo wieczór już, a ja muszę dotrzeć do Tykocina. I docieram szybko, bo za Knyszynem podjazdy się kończą. Zjeżdżam pustą o tej porze 671 w dolinę Narwi, więc robi się płasko, nie spowalniaja mnie podjazdy.
Tykocin wita mnie zamkiem Zygmunta Augusta. Potem most na Narwi (tym razem nie straszny:)) i jestem przy pięknym barokowym kościele Trójcy Przenajświętszej. Przejeżdżam przez rozlegly rynek, zatrzymuje się chwilę przy pomniku hetmana Stefana Czarnieckiego, jeszcze Wielka Synagoga, jeszcze kirkut.... Szkoda, że nie mam czasu pochodzić śladami tykocinskich Żydów. Z nimi zawsze najbardziej kojarzylam to miasto. Może innym razem.
Opuszczam Tykocin. Jakąś miejscową rowerzystke pytam o drogę na Kiermusy, bo nocleg mam kawałek za miastem przy tej właśnie drodze. Pani mi tłumaczy jak mam jechać i pyta ile tym rowerem przejechalam...:) "O Jezu! , Ja cztery kilometry przejade i mnie w udach boli. Ja po papierosy przyjechała, bo tu tani". A na moje glupkowate, że trzeba więcej ćwiczyć, to nie będzie boleć w udach odpowiedziała: "Pani, ja przy krowach to mam dość gimnastyki".:)

I tak zapadł wieczór i zaświtał poranek - dzień czwarty.
Za tę wiadomość podziękował(a): Matołek, wojtino, piowini, Bartek, pieter, Pietrek, Iza, sldtwa, ŁOBUZIA, MARCINHD, Gall, chunk
  • Strona:
  • 1
  • 2
Czas generowania strony: 0.804 s.